piątek, 19 lipca 2013

urodzinowy konkurs u Maskotek!

Za trzy tygodnie Lucyfer kończy 2 latka! Ależ ten czas leci! ;)
W związku z tym, zamiast tortu urodzinowego, przygotowaliśmy, po raz pierwszy na naszym blogu, urodzinowy koci konkurs fotograficzny!
Tematem  konkursu  jest: Gdzie diabeł nie może tam kota pośle!


W konkursie mogą brać udział osoby posiadające bloga (dowolnego) lub prowadzące dowolny fanpejdż  na Fecebooku

Aby wziąć udział w konkursie należy:

1.  Na swoim:
- blogu  umieścić post o konkursie oraz zamieścić baner konkursowy na pasku bocznym z linkiem do tego wpisu (wpis o konkursie nie musi być w oddzielnym poście)
- osoby bezblogowe muszą na swoim fanpejdżu na Facebooku umieścić baner konkursowy z linkiem do tego wpisu, oraz krótką notką i przypiąć go na górze swojej strony 
BANER KONKURSOWY DO POBRANIA

2. Zrobić zdjęcie swojego kota zgodne z tematem konkursu i wysłać na adres: maskotkaipieska@gmail.com
W mailu należy podać imię kota oraz link do swojego blogowego lub fejsbukowego wpisu o konkursie.

# Jedna osoba może wysłać na konkurs jedno zdjęcie, ilość kotów na zdjęciu dowolna.

# Wysłanie zdjęcia jest równoznaczne z pozwoleniem  na wykorzystanie tego zdjęcia do celów konkursu.

Zgłoszenia można wysyłać od dziś do 2 sierpnia 2013 do godz.20.00.


Zwycięzców w konkursie będzie dwóch. 
 

Pierwszy zwycięzca zostanie wyłoniony w publicznym głosowaniu i autor zdjęcia, które zdobędzie najwięcej głosów, otrzyma ten ręcznie malowany zegar z kotem oraz torbę „Pierwsze koty za płoty”.
- 5 sierpnia zostanie zamieszczona, na blogu maskotka i pieska, sonda do głosowania
- Głosowanie potrwa do 10 sierpnia 2013 do godz. 23.59


PIERWSZA NAGRODA

Drugi zwycięzca zostanie wyłoniony przez niezależne, kociolubne jury i otrzyma tę kocią skrzyneczkę na biżuterię lub śrubki , jak kto woli, oraz torbę „Mruczę więc jestem”.



Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu maskotka i pieska w drugie urodziny Lucka czyli  
11 sierpnia 2013! (albo dzień później w moje urodziny;))

Patronem honorowym konkursu jest sam jubilat czyli Lucyfer!



Zapraszamy do fotografowania i wysyłania zdjęć!!!!
 
P.S. Już wkrótce będzie można zakupić takie kocie torby za pośrednictwem tego bloga.
Na razie dwa wzory, które są do wygrania w konkursie, a z czasem będzie ich przybywało więc śledźcie na bieżąco! :))


 



A jeśli komuś spodobały się maskotkowe torby i chciałby którąś kupić to zapraszam!
TUTAJ znajdziecie je pod marką KOTLAND! :)


wtorek, 16 lipca 2013

trochę śmiesznie cz.III czyli sama esencja budyniowego świata

Dzisiaj Anka Wrocławianka opublikowała wpis o budyniowym świecie. Zainspirowałam się tym tekstem i dziś będzie miło, lekko i przyjemnie czyli kolejna porcja zdjęć publikowanych na Facebooku. 
Dużo zdjęć i mało tekstu do czytania ;))
Dla części z Was są pewnie znane, ale biorąc pod uwagę, że nie wszyscy mają konto na FB, a nie wszyscy mający konto zaglądają na stronę Maskotek publikuję zdjęcia również tutaj:))


A już w najbliższy piątek kocia niespodzianka na naszym blogu!!!
(nie będzie to nowy lokator...) ;)


piątek, 12 lipca 2013

powrót do przeszłości

Pamiętacie mój sentymentalny wpis opublikowany jesienią? Dziś postanowiłam sięgnąć jeszcze głębiej w przeszłość.
Ostatnio mam dość sporo wolnego czasu dlatego postanowiłam zabrać się za wszystkie rzeczy, które odwlekałam całymi latami. I tak, realizując ten plan sięgnęłam na pawlacz po stare slajdy z mojego dzieciństwa żeby zaprezentować Wam moje koty, od których wszystko się zaczęło ;))
Mój tata uwielbiał robić zdjęcia, dlatego na pawlaczu było kilkadziesiąt  pudełek ze slajdami więc zanim dotarłam do tych właściwych miałam sentymentalną podróż do mojego dzieciństwa.
Niestety prezentowane zdjęcia są średniej jakości, ale musicie mi wybaczyć, bo mają kilkadziesiąt lat.

Pierwszym kotkiem w moim życiu był Kiciuś. Moja siostra znalazła go pod sklepem na wsi, gdzie spędzałyśmy wakacje u babci. Kotek miał około 2-3 miesiące, ale babcia powiedziała, że nie może  zostać u nas. Moja siostra zamknęła go więc w komórce, bo nie byłyśmy w stanie odnieść kota tam gdzie był znaleziony. Następnego dnia miała przyjechać do nas mama a wtedy na pewno nie zgodzi się żeby oddać kotka. I tak też się stało ;))


Zimę Kiciuś spędzał razem z babcią u nas w Warszawie. Dla mnie był to cudowny czas. Niestety dla mojej mamy pewnie już mniej, bo kot nie był kastrowany i ciągle znaczył teren;) Ale takie to były czasy i nikomu nie przychodziło do głowy, że kota w ogóle można kastrować.
Kiciuś był idealnym kotem dla dziecka, bo pozwalał ze sobą robić prawie wszystko. Nawet woziłam go w wózku dla lalek ;))


Byłam pewna, że ubierałam go jeszcze w ubranka dla lalek, ale nie znalazłam tych zdjęć. Teraz już nie wiem czy po prostu tata tego nie sfotografował czy to tylko moja wyobraźnia... Cóż, chyba już nigdy się tego nie dowiemy.
A tu jeszcze zdjęcia z kolejnego lata na wsi. Ja przez Kiciusia do tej pory mam ogromną słabość do prążkowanych kotów:)


Kolejnym kotem w moim życiu był Rudy. Znaleziony w warszawskiej piwnicy. Rudy był kotem, który się zgubił, albo został wyrzucony, bo nie był już małym kotkiem kiedy go wzięliśmy, ale był oswojony.


Rudy był kotem jeszcze bardziej sikającym od Kiciusia... Niemiłosiernie znaczył wszystko. Łącznie z moim tornistrem szkolnym... Potrafił nasikać do kuwety (notabene, na noc było ich z 5 zostawionych w jego ulubionych miejscach) a potem np. zrzucał z wieszakach, prosto w siki, szaliki i czapki! Albo w łazience tak długo bujał sie na pojemniku na pranie, że ten się przewracał. Wtedy kot ubrania wsadzał do kuwety, oczywiście brudnej kuwety...
Nasikał też kiedyś mojemu tacie do butów i mama pół nocy szorowała te buty, żeby ojciec się nie poznał, bo chyba Rudy musiałby zmienić dom... Nie wiem czym mama wyczyściła te buty, ale tata nigdy się nie poznał ;)


Rudy lato też spędzał na wsi. Niestety obydwa koty nie dożyły sędziwego wieku. Jeden i drugi zaginął bez śladu... Takie to były czasy.

Przeglądając stare slajdy znalazłam jeszcze zdjęcia mojej mamy na spacerze kiedy pojechali wspólnie z tatą nad morze. Nie wiem czy kiedykolwiek je widziałam. Pewnie raz po ich wywołaniu, ale kiedy slajdy stały mało popularne i powoli zastąpiły je negatywy nikomu nie chciało się ściągać rzutnika z pawlacza. Pewnie dlatego te zdjęcia nie utkwiły w mojej pamięci. Patrząc na nie chyba nikt nie ma wątpliwości po kim odziedziczyłam miłość do kotów! :))


A na koniec nie mogę się powstrzymać żeby nie pokazać Wam tych zdjęć! Nie są to fotografie wiążące się z dzisiejszym tematem, nie licząc tego, że również pochodzą z mojego dzieciństwa. Kiedy je zobaczyłam uśmiech nie schodził z mojej twarzy, bo te zdjęcia to dla mnie kwintesencja, radości, wolności i beztroski!
Miłego weekendu! :)))

ta osóbka po lewej to ja, z prawej mój kuzyn ;)

od lewej: mój kuzyn, ja i moja siostra

poniedziałek, 8 lipca 2013

mój kot ma wadę

Zanim zacznę oskarżać jednego z moich kotów i wytykać mu jego wady może zacznę od siebie.
Ja osobiście mam tylko jedną wadę - wadę wzroku! Cóż, nobody's perfect;))

Ale wracając do moich kotów i ich wad to po wnikliwej obserwacji okazało się, że Lucek jest kotem bez wad natomiast Gacek ma wadę i to wadę zgryzu! ;)
Serio, serio. Zobaczcie sami. Na tym zdjęciu widać, że pyszczek mu się nie domyka. Szczerze mówiąc do niedawna nie zwróciłam na to uwagi, ale możliwe, że wada uwydatniła się z wiekiem i dopiero niedawno zdałam sobie sprawy, że Gacek prawie zawsze śpi z otwartym pyszczkiem i a często wystaje mu język miedzy zębami. Kiedy przyjrzałam się dokładniej jego szczęce okazało się, że młody ma tyłozgryz. Myślicie, że powinien nosić aparat na zębach? Oczywiście żartuję ;) Ale nie omieszkałam poczytać na ten temat i okazało się, że nie wpływa to na zdrowie kota, ale zdarzają takie wady zgryzu, że konieczne są operacje, bo kły wbijają się wargi, albo podniebienie... Całe szczęście nie dotyczy to Gacka. Jego wada zgryzu wywołuje tylko często uśmiech na mojej twarzy. Zobaczcie zresztą sami ;))


*****************************************

A na koniec pochwalę się kolejną kocią torbą, którą wyprodukczyłam. I przy okazji mam pytanie, czy jeśli takie torby, jak ta poniżej i ta prezentowana w tym wpisie, byłyby do kupienia to czy byście się skusili? :)


środa, 3 lipca 2013

poszukiwacz zaginionych piórek

Każdy kot ma swoje upodobania o czym pisałam TUTAJTUTAJ. Te kocie fanaberie z czasem ewoluują, czasem znikają a na ich miejsce pojawiają się nowe. Gacek ostatnio uwielbia uganiać się za zajączkami puszczanymi z lusterka i jak tylko usłyszy, że wyciągam dwustronne lusterko do makijażu, nawet w czasie głębokiego snu, natychmiast przybiega czekając na brykające światełko. Lucek zaś, ostatnimi czasy, namiętnie otwiera szuflady od komody, w której trzymam wędki z piórkami. Często mocuje się z komodą tak długo aż uda mu się dotrzeć do zdobyczy.
Niestety w poniższym filmiku nie udało mi się zarejestrować wszystkich etapów poszukiwania piórek, bo Lucek nie odpuszczał przez dobrą godzinę a ja niestety nie mam aparatu w oku ;)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

wakacje Sama albo sama na wakacjach

Ech… ciężki jest powrót do miasta po dwóch tygodniach na sielskiej wsi… Tylko ja, Sam, przyroda, radio i książki. Zobaczcie jak tam było pięknie, a to drzewo na zdjęciu ma jakieś 400 lat i stoi w samym centrum podwórka tworząc swoisty mikroklimat.


Jakoś przez dwa dni od powrotu nie mogłam się zebrać do napisania tego postu bo odwykłam od telewizji i komputera a słowa nie chciały się układać w zdania. Ale ponieważ nie jest to blog o mnie tylko o zwierzakach opowiem o swoim wyjeździe właśnie za ich pomocą :)

Podczas jednego z pierwszych dni mojego pobytu zobaczyłam przez okno ślicznego kotka. Skradał się powoli w zaroślach. Zrobił sobie mały przystanek na moim podwórku. Był pięknym tygrysim buraskiem z jasnym pyszczkiem i oczywiście, nie byłam sobą gdybym się nim nie zachwyciła.
Jednak, kiedy wieczorem wyszłam z psem żeby załatwił swoje potrzeby przed snem, okazało się, że kocur zrobił sobie przystanek nie tylko na moim podwórku, ale również na moi ganku… co wyraźnie dało się wyczuć nosem… I tak, zamiast iść spać, musiałam chwycić za szmatę i szorować ścianę...


Dwa dni później kot zbrodniarz pojawił się ponownie. Wtedy  zauważył go także Sam a kocurek jak tylko zobaczył psa czmychnął przed nim na drzewo. Dzięki temu mogłam uwiecznić winowajcę smrodu na moim ganku. Kotek chwilę spędził na gałęzi dębu, co nie dawało psu spokoju, a potem korzystając z nieuwagi Sama czmychnął i pognał kontynuować swoją kocią wędrówkę. Może po tym spotkaniu z psem nie będzie więcej próbował wchodzić do mojego domu i obsikiwać mi ścian ;)


A pewnego wieczoru, kiedy postanowiłam zaczerpnąć świeżego powietrza przed snem i wyszłam na podwórko, Sam zaczął się dziwnie zachowywać. Podeszłam zobaczyć co się stało i okazało się, że pod świerkiem znalazł jeżyka! A właściwie nie jeżyka tylko wielkiego jeża. Te zwierzęta mnie zawsze rozczulają a tego jegomościa spotkaliśmy jeszcze raz kilka dni później:) Ja niewiele myśląc skoczyłam szybko do domu żeby tego cudne przybysza uwiecznić :)


W czasie mojego pobytu na wsi, na podwórku pojawiły się jeszcze:
Wiewiórka sztuk jeden. Widziałam jak pomykała ze świerku na dąb.
Synogarlice sztuk kilka, ale zdecydowanie wyróżniało się dwóch samców zabiegających o względy pięknej ichniejszej dziewoi, udającej niedostępną
i kilka sójek.
Niestety powyższych zwierzaków nie udało się uwiecznić bo pojawiały się zawsze w czasie jak leżałam z książką na hamaku i nie chciało mi się wstawać po aparat;)
Ponadto pojawiała się codziennie niezliczona ilość komarów, żuczków i ślimaków.


Po raz kolejny stwierdzam, że mój pies jest wieśniakiem i na wsi czuje się jak w domu! Może do woli wylegiwać się trawie, szczekać na każdego przechodzącego psa lub człowieka i łapać muchy. Psi raj!


A wszystko co ciekawe trzeba oczywiście sprawdzić nosem ;))


I tak minęły piękne dwa tygodnie...
A po powrocie okazało się, że moje zwierzaki postanowiły pozamieniać się rolami. Lucek, który w zasadzie nie miauczy, nie mruczy ani nie wchodzi na kolana, przez ostatnie dwa dni, wymruczał się i wyprzytulał do mnie więcej niż przez ostatni rok. Natomiast Gacek postanowił oprotestować mój wyjazd i przez ponad dobę całkowicie mnie ignorował! Nie mruczał, nie reagował na moje wołania i nawet nie spał ze mną... Ech... a ja tak za nim tęskniłam...
Ale całe szczęście przeszedł mu ten foch i wczoraj wieczorem już obydwa koty zaległy w moim łóżku :)


A tak moje kocurki prezentują po moim powrocie.


Na koniec dziękuję ślicznie za życzenia aby urlop się uda! Było sielsko i błogo! Mam nadzieję, że na kolejny długi wypoczynek nie będę musiała czekać kolejnych 11 lat ;))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...