Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 sierpnia 2014

uprzejmie donoszę

Kochani, straszliwie Wam dziękuję za wszystkie ciepłe słowa dla Lucka i dla mnie! Bardzo mi to pomogło. Fantastyczne jest to, że pomimo naszej długiej nieobecności w blogoferze wciąż z nami jesteście!
W czwartek, na kolejnej wizycie u  weterynarza, Lucek nadal miał temperaturę, ale ponieważ wszystko inne wróciło do normy gorączka prawdopodobnie była wynikiem stresu, bo Lucek fatalnie zniósł podróż autobusem... Może należeć również do tych kotów, które mają wyższą temperaturę i w najbliższym czasie to sprawdzę.
Od wczoraj Lucek miewa się wręcz świetnie. Ma apetyt, z kuwety korzysta tak jak wcześniej i gania Gacka czego doświadczyłam dziś nad ranem kiedy obaj po mnie przebiegli ;) Wasza energia z pewnością pomogła! :)

A oto trzy Lucki, Gacek i Sam z miną cierpiętnika, że znów mu robię zdjęcie kiedy sobie tak wygodnie leży ;)




P.S.
Właśnie zmodyfikowałam ostatnio mojego bloga fotograficznego. Widnieje teraz pod nazwą OKO KATE.
Jeśli macie ochotę zobaczyć co fotografowałam w ostatnim czasie to zajrzyjcie TU. Starsze wpisy również zostały lekko zmienione, żeby ujednolicić bloga ze stroną na facebooku, które docelowo mają służyć jako moje portfolio ;)

środa, 27 sierpnia 2014

potrzebujemy dobrej energii

Dawno nas tu nie było, ale myślę, że nasi wierni czytelnicy i przyjaciele chcieliby wiedzieć jeśli coś się u nas dzieje lub zmienia.

Lucek jest chory. Prawdopodobnie w poniedziałek, bo wtedy zauważyłam, że często korzysta z kuwety, dostał zapalenia pęcherza. Dlatego wczoraj, w te pędy, pojechaliśmy do weterynarza i okazało się, że ma 40 stopni gorączki. Dostał dwa zastrzyki, ale dziś na kontroli okazało się gorączka spadła tylko o pół stopnia co niestety nie dobrym znakiem. Dziś rano już było lepiej, bo przy korzystaniu z kuwety oddawał spore ilości moczu, a nie kropelce. Dlatego zasmuciło mnie mocno, że gorączka się utrzymuje, bo miałam nadzieję, że spadnie i resztę zastrzyków będę mu podawała już sama w domu. Niestety, jutro znów jedziemy na wizytę kontrolną. 

Potrzebuję waszej dobrej energii więc jeśli ktoś nas jeszcze czyta niech wyśle do nas ciepłe myśli. Na pewno przydadzą się Luckowi i mnie.


niedziela, 6 kwietnia 2014

kilka słów wyjaśnienia

Kochani, podjęłam decyzję, że na jakiś czas mój blog przechodzi w tryb uśpienia. 


Codzienna praca oraz próby powrotu do fotografii nie zostawiają mi zbyt dużo miejsca na życie blogowe.
Spędziłam z Wami aktywnie dwa lata i był to wspaniały czas. Poznałam ludzi o wielkim sercu, powiększyłam swoją rodzinę i wielu rzeczy nauczyłam się od Was.
Postaram się nie zniknąć całkowicie i będę udzielać się na Waszych blogach raz na jakiś czas.
Mam nadzieję, że kiedy natchnienie pozwoli mi znowu wrócić do pisania znajdą się jeszcze jacyś czytelnicy, którzy z przyjemnością tu zajrzą. Chociaż, z tego co obserwują na innych blogach, które zrobiły sobie dłuższą przerwę w działalności, powroty nie są łatwe.

Tych, którzy zatęsknią za moimi kotami zapraszam na stronę KOTLANDU (klik) gdzie dokumentuję nadal moją kocia przygodę.



niedziela, 16 lutego 2014

halo, halo, jest tam kto?

Pytanie z tytułu jest w zasadzie skierowane do mnie, bo wiem, że wielu z Was zastanawiało się co się u mnie dzieje i dlaczego zniknęłam z blogowego świata. Pewnie wiecie, że przez ostatnie miesiące szukałam pracy i jest to dla mnie nowe doświadczenie, bo ostatni raz zdarzyło mi się to zdarzyło 16 lat temu ;) Brak jakichkolwiek efektów w tej materii wysysa z człowieka energię. Nawet brakowało mi siły na komentowanie Waszych blogów. Czytałam wszystkie regularnie, ale wykrzesanie sensownego komentarza było ponad moje siły. Zwierzaki w tym czasie zapadły w sen zimowy i nie dawały mi żadnej inspiracji do pisania. Nawet nie robiłam w tym czasie zdjęć, bo ileż można fotografować śpiące koty?

A potem... poszłam do pracy. Tak, tak, od trzech tygodni pracuję i... Mój organizm doznał szoku! ;) Przez pierwszy tydzień wracałam do domu nieżywa. Teraz powoli wracam do normalności. Zresztą czuję w kościach, że wiosna idzie, dni stają się dłuższe a słońce coraz częściej zagląda w okna a to dodaje energii!:)
Ostatnie miesiące sprawiły, że wiele myślałam o swoim życiu i o tym co chciałabym robić i stwierdziłam, że byłabym najszczęśliwsza pod słońce gdyby udało mi się zarabiać fotografując koty. Oczywiście pewnie nie jest to zbyt realne, ale hobbystyczne fotografowanie kotów daje mi ogromną przyjemność. Postanowiłam więc moje kocie portrety zamieścić na stronie KOTland na facebooku, którą stworzyłam już wcześniej do prezentacji mojego rękodzieła. Zamieściłam tam, do tej pory 110 kocich portretów, zarówno Lucka i Gacka jak i zaprzyjaźnionych kotów. Zapraszam więc wszystkich chętnych do oglądania i polubienia strony  TUTAJ :))


No, ale dosyć o mnie! To w końcu blog o zwierzakach więc zaprezentuję kilka świeżych, premierowych zdjęć, zrobionych wczoraj.





Sam o dziwo tez się dał uprosić i zapozował do dwóch zdjęć ;)



Wszystkie moje futra mają się dobrze i są zdrowe. Mam nadzieję, że teraz przełamałam już ten marazm blogowy i będę tu częściej zaglądać i pisać :)) Mam również nadzieję, że nadal będziecie chcieli śledzić losy mojej świętej trójcy! ;)

niedziela, 22 grudnia 2013

tak troszkę świątecznie

Ostatnimi czasy stronię nieco od komputera, bo kojarzy mi się tylko z szukaniem pracy więc zaglądać na blogi już nie mam za bardzo komputerowej energii;))
Poza tym zajęłam się ostatnio tworzeniem prezentów, bo z braku funduszy musiałam zadowolić się swoją kreatywnością i sprawnymi paluszkami.
Koty oczywiście pomagały w pakowaniu no i przy tworzeniu. Każdy kociarz wie, że bez futrzastych pomocników nic by nam nie wyszło ;))

 Choinki makaronowe przypadły do gustu Luckowi

Gacek zagustował w bombkach kusudama.

Tradycyjnie zrobiłam kocie pierniczki.

A nowością są aniołki z masy solnej ;)

Nie oszukujmy się, koty zachwyciły się głownie szeleszczącym celofanem i wstążeczkami ;)




Ostatnio udało mi się zrobić kilka świątecznych zdjęć, głownie Gackowi, bo Lucek zbojkotował świecące lampki ;)


Mam nadzieję, że uda mi się przed świętami zawitać na Wasze blogi, ale tak na wszelki wypadek życzę wszystkim czytaczom i zaglądaczom spokoju ducha w te święta:))))


sobota, 7 grudnia 2013

trochę ruchu nie zaszkodzi

Każdy prawdziwy kociarz wie, że co dwa koty to nie jeden! Niektórzy powiadają również, że co trzy koty to nie dwa, ale o tym jeszcze się nie zdążyłam przekonać. Wszystko przede mną ;))

Zaletą posiadania kociego brata lub siostry jest to, że w jesienno zimowe dni jest się do kogo przytulić! Sami zobaczcie!


Ale koty, tak jak ludzie nie żyją tylko miłością dlatego w ich wspólnym życiu zdarzają się i bijatyki!


Kocie bijatyki i zapasy mają jedną ogromną zaletę! Zapewniają kotom odpowiednią dawkę ruchu i leniwy właściciel, taki jak ja, może sobie czasem odpuścić zabawę z kotami ;)



Oczywiście kocie gonitwy bywają mniej przyjemne kiedy w nocy dwa rozpędzone futra przebiegają nam po brzuchu albo po głowie... Ale cóż... nie można mieć wszystkiego ;))

Wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić, że jestem chwalipiętą. Dlatego muszę się Wam pochwalić swoją nową wycieraczka, którą dostałam od mojej siostry na imieniny. Śliczna prawda? :)


Niestety nie było w sprzedaży takich z Gackiem i Luckiem ;)

A skoro jesteśmy w temacie chwalenia to zapraszam jeszcze na mojego bloga foto.
TUTAJ (klik) możecie zobaczyć kilka nowych portretów Gacka i Lucka, a TUTAJ (klik) można "podziwiać" zdjęcia pewnego jeża, kota i psa ;)

A tu przedsmak :)


wtorek, 3 grudnia 2013

koci autyzm

Mój dzisiejszy wpis proszę traktować z przymrużeniem oka. Nie opisuje on kocich chorób i absolutnie nie ma na celu piętnowania ani wyśmiewania żadnych chorób, zarówno ludzkich jak i zwierzęcych :)

Teraz będzie opowieść z cyklu "jedna baba drugiej babie". Otóż kiedyś moja przyjaciółka usłyszała od swojej innej przyjaciółki, że jej kotka Szprotka jakoś dziwnie chodzi, jakby była autystyczna. Oczywiście chód Szprotki oraz jej codzienne zachowania nie odbiegają w znacznym stopniu od kociej normy. Ale od tego czasu wszelkie kocie dziwactwa określamy między sobą jako autystyczne;))

W moim domowym stadzie w takich zachowaniach przoduje zdecydowanie Lucek. Jego ulubionym zajęciem jest przebieranie łapkami po balkonowej szybie. Czasem powolutku i delikatnie a czasem zapalczywie i z wielką prędkością. Zobaczcie sami ;)



Powiecie zapewne, że bardzo chce wyjść na balkon. Otóż nic bardziej mylnego bo Lucek  próbuje wydrapać w szybie dziurę zarówno przy otwartych jak i zamkniętych drzwiach balkonowych!

Aby tego było mało jego okienno balkonowe zachowania na tym się nie kończą.
Co przeciętny kot robi kiedy się go wypuści na balkon? Ogląda sobie świat z wysoka, wygrzewa się na słońcu, próbuje łapać przelatujące ptaki? Zwyczajny kot tak, ale nie zapominajmy, że Lucek jest autystyczny więc patrzy co się dzieje w tym czasie w domu ;)



Próbuje zaglądać do mieszkania nawet kiedy w środku są zasłonięte rolety ;))


A kiedy okazuje się, że nic nie może zobaczyć wtedy skrobie łapkami po szybie ;))

Prawdziwy z niego Kot Dziwak ;))

A jakimi dziwactwami mogą pochwalić się Wasze koty? :))

niedziela, 3 listopada 2013

strach ma wielkie oczy



Koty, tak jak ludzie i wszystkie inne zwierzaki dzielą się na te strachliwe i te mniej podatne na stres.

Np. Lilu jest niesamowicie wyluzowanym kotkiem. Nie boi się obcych, każdemu daje się brać na ręce, odkurzacz nie jest dla niej wrogiem i chyba tylko bomba atomowa sprawiłaby że kotka chciałby się gdzieś schować ze strachu. Są też takie koty, które kiedy tylko goście nas odwiedzający pojawiają się w drzwiach znikają natychmiast i materializują się dopiero kiedy goście przekroczą ponownie próg naszego domu i zamkną drzwi z drugiej strony.
Lucek i Gacek, ze swoim strachem plasują się gdzieś po środku. Myślę, że duży wpływ na ich zachowanie ma Sam, który jest psem dosyć hałaśliwym i to powoduje nerwowość u kotów, zresztą u mnie też… ;) 



Jednak w pewnym momencie ich strach stawał się coraz większy. Chłopaki potrafili zaszyć się za kanapą nawet na pół dnia, bo kiedy już zasnęli to wychodzili z ukrycia dopiero wtedy kiedy zaspokoili swoją potrzebę pięciogodzinnej drzemki. Przez to i ja stawała się coraz bardziej nerwowa, bo kiedy nie widzę moich kotów to się niepokoję. Stwierdziłam, że tak nie może być i coś trzeba z tym zrobić! W końcu kiedyś aż tak bardzo się nie chowały, wszystko ma swoje granice!

Przypomniałam sobie wtedy co radzi  Jackson Galaxy, ekscentryczny koci behawiorysta , który zajmuje się kocimi problemami w programie „Kot z piekła rodem”. Otóż, zawsze kiedy spotyka się z wyjątkowo nerwowym kotem, który lubi się zaszyć w jakimś ustronnym miejscu, każe jego właścicielom w jakiś sposób zablokować wejście pod łóżko, ulubioną komodę albo półkę. Dlaczego? Aby nie wzmacniać strachu! Paradoksalnie, w sytuacji kiedy zwierzę musi sobie radzić ze swoim strachem w inny sposób niż poprzez schowanie się staje się w rezultacie mniej nerwowe. Wiem, że dla wielu wyda się to dziwne, ale taka jest prawda. Wiadomo, że w domu nie ma żadnych realnych zagrożeń typu dzikie zwierzę, które mogło pożreć kota, są tylko lęki przed hałasem czy obcymi ludźmi.

I tak właśnie postanowiłam zrobić z moimi sierściuchami. Zablokowałam wejście za kanapę gdzie przesiadywały godzinami. Miałam przez chwilę wyrzuty sumienia, bo widziałam jak pierwszego dnia próbowałaby się tam dostać… Ale w końcu nie zrobiłam im nic złego. Mogły przecież w dalszym ciągu uciec pod łóżko, pod ławę i do niezliczonych budek itp. I wiecie co? Po kilku dniach moje koty stały się mniej nerwowe. Po odkurzaniu wychodzą z ukrycia po 5 minutach. Kiedy mnie ktoś odwiedza wychodzą najwyżej po 10 i wchodzą na stół przy którym siedzę z gośćmi. Kiedy pies zaszczeka na jakiegoś znienawidzonego kolegę za oknem koty uciekają, ale po chwili zaraz wychodzą.  To działa!!

Mam nadzieję, że komuś przyda się ten wpis i pomoże poradzić sobie ze strachem jakiemuś nerwowemu kotu :))
 

środa, 30 października 2013

scrapnij sobie dżinsem

W 1859 roku Levi Strauss przywiózł ze sobą do San Francisko belę płótna, chcąc ją sprzedać poszukiwaczom złota na namioty. Nie było jednak chętnych. Dlatego Strauss postanowił, że uszyje z płótna spodnie. Zapotrzebowanie na jego mocne, tanie, płócienne spodnie było ogromne. Więc Levi, zamiast poszukiwaczem złota, został krawcem. W latach 60 . zaczął używać drelichu i farbować go na niebiesko. Drelichu używali na spodnie również włoscy marynarze z Genui, którą to nazwę po francusku pisze się "genes", co później przeszło w pisownię  angielską "jeans". I w ten sposób wymyślono nazwę tego niebieskiego stroju. Dla całych pokoleń pożyteczny dżins był ulubionym strojem farmerów, kowbojów i robotników. Potem zapanował on w modzie codziennej i nieprzerwanie króluje on aż do dziś!

Przez najbliższe dwa tygodnie będzie on również panował w zabawie scrapkowej, której teraz ja będę "gospodynią" ;)

Kartkę można zrobić wirtualnie (digital scrapbooking), oraz tradycyjnie - w takim przypadku kartkę należy sfotografować. Oczywiście kartki muszę być kotem w roli głównej! :)


Jak widać dżins króluje również w modzie kociej ;))

Na Wasze prace czekam do 13 listopada.  Gotowe scrapki proszę przesyłać na adres maskotkaipieska@gmail.com
Już nie mogę się doczekać gotowych scrapków i Waszej interpretacji tego "wzoru". 
Prace nadesłane po terminie zostaną również opublikowane na moim blogu:))

Zapraszam wszystkich do zabawy!!


A poprzednim tematem zabawy były kropki. Z tej okazji Lucek chciałby zaprosić wszystkich na herbatkę ;)

A TUTAJ możecie podziwiać wszystkie prace kropkowe :)))


środa, 16 października 2013

różne różności, trochę smutku i trochę radości



Dzisiaj pozostanę jeszcze w temacie znalezionej koteczki. Wczoraj, razem z jej opiekunką, pojechałyśmy do weterynarza na porządniejszy przegląd kotki, bo cały czas chodziła osowiała, miała wysięk z nosa i bardzo mało jadła, prawie się nie myła. Okazało się , że koteczka cierpi na bardzo zaawansowaną parodontozę  i konieczna jest operacja, żeby poprawić jej komfort życia. Oczywiście się na nią zgodziłam, bo wszystkie dolegliwości  kotki związane są właśnie z bolesnym zapaleniem dziąseł.  Część zębów będzie musiała zostać usunięta. Kilka zresztą już jej wypadło. Ja do niedawno w ogóle nie wiedziałam, że koty mogą cierpieć na taką przypadłość…  Możliwe, że los kotki potoczył się w ten sposób, że właściciel przestraszył się obowiązków związanych z jej leczeniem… Miejmy nadzieję, że po zabiegu jej los się odmieni, bo fizyczne dolegliwości znikną na pewno! Ja jestem dobrej myśli, bo kotka jest teraz pod opieką dobrego lekarza. Wiemy już, że ma około 4 lat .

Dwa dni temu wywiesiłam w okolicy ogłoszenia, że znalazłam kotkę, ale do tej pory nikt się nie odezwał…

 ******************************************

Na dobre rozpoczęła się już scrapcowa zabawa. Pierwszy temat "LIŚCIE" już za nami. Wszystkie powstałe prace możecie zobaczyć TUTAJ. A oto mój obrazek inspirowany jesienią.



                                               Zrobiłam też kilka nowych zdjęć moim zwierzakom.


 Resztę możecie obejrzeć TUTAJ na moim blogu fotograficznym :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...