niedziela, 4 listopada 2018

charytatywne czapki


Drodzy czytelnicy,
jak pewnie część z Was wie od ponad trzech lat opiekuje się bezdomnymi kotami na moim osiedlu.
Kotów obecnie jest  6 a niestety pomoc gminy w kwestiach wyżywienia jest raczej znikoma. Dlatego postanowiłam sfinansować, przynajmniej częściowo kocie jedzenie robiąc czapki.
Czapki robione są na drutach i szydełku i każda z nich wykonana jest tylko w jednym egzemplarzu!
Dlatego jeśli chcecie mieć oryginalną, ręcznie robioną czapkę a jednocześnie pomóc kotom zapraszam do zakupu :)
Wystarczy kliknąć TU (klik)
Czapki można zamawiać przez Facebooka (tam są aktualne informacje, które czapki są dostępne) albo mailowo pompon.butik@gmail.com
Zapraszam serdecznie i z góry dziękuję wszystkim, którzy zechcą mnie wesprzeć w ten sposób :)







wtorek, 30 stycznia 2018

pożegnanie...


Długo zastanawiałam się czy pisać tego posta, bo nie wiem czy ktoś jeszcze do nas zagląda. Ale wiem, że kiedyś moja kochana trójka łobuzów była Wam bliska za sprawą tego bloga.
Z wielkim bólem muszę Was poinformować, że Sam od 10 dni bryka już za Tęczowym Mostem…
W listopadzie skończył 14 lat.





środa, 24 września 2014

się dzieje

No i znowu nie udało mi się wypełnić obietnicy i napisać wcześniej na blogu.
Dzisiejszy wpis będzie wielowątkowy, bo jak już udało mi się zabrać do pisania to muszę poruszyć wszystkie wątki, które mi leżą na wątrobie ;)
A tyle się działo, że nie miałam siły nawet odpowiadać na Wasze komentarze na moim blogu... Mam nadzieję, że mi to wybaczycie?

Zacznę od moich zwierzaków bo ostatnio traktuję je na blogu trochę po macoszemu.
Koty ostatnio to szaleją na całego. Widac, że lato się skończyło, bo chłopaki odzyskali wigor i codzinnie o 6 rano urządzają mi pobudki. Apetyt też im się poprawił. Dotychczas rano zostawało im jeszcze jedzenie z dnia poprzedniego a teraz miski zastaję puste.

Zamieszczam kilka premierowych zdjęć moich sierściuchów z walizką, którą ostatnio znalazłam na śmietniku. O przepraszam, w naszej osiedlowej ikei ;)





Pewnie zastanawiacie się co się dzieje z kotką ze złamaną łapką, o której pisałam ostatnio.
W sobotę dwa tygodnie temu kotka trafiła do lecznicy gdzie miała się odbyć jej operacja. Miała spędzić dwa dni na oswajaniu się z nowym miejscem i w poniedziałek/wtorek planowana byłą operacja. Niestety kotka nie dawała się  w ogóle dotknąć. Drapała syczała i na całe gardło, okazywała swoje niezadowolenie. Nie było nawet szans na sprawdzenie, które miejsce jest dla niej bolesne. Dlatego musieliśmy poczekać nieco dłużej żeby kotka zaufała wszystkim dookoła, bo o ile można ją uśpić i zoperować o tyle nie byłoby szans żeby nawet zmieniać jej potem opatrunki.

W międzyczasie okazało się jednak, że jej łapa jest już zrośnięta i konieczne będzie składanie jej na nowo. Odwiedzałam kotkę w kolejne dwa weekendy i okazało się, że robi postępy. W ostatnią sobotę dała się już głaskać i jadła z ręki. Dla dobra Kici musi się ona oswoić, bo wówczas łatwiej będzie przeprowadzać kilkutygodniową rehabilitację. Nie byłoby dobrze gdyby po operacji zaczęła szaleć w klatce w momencie gdy ktoś próbowałby się do niej zbliżyć nie mówiąc już o dotknięciu.
Poinformuję Was kiedy uda się przeprowadzić operację.
A tak prezentuje się pacjentka.




Mała Matylda, którą znalazłam razem z przyjaciółką podczas biegania, (nie mam niestety jest nowych zdjęć) na dobre zagościła u Alicji (owej przyjaciółki). Kotka nabrała wigoru i szaleje z pozostałymi kotami.

Za to ja, pełną parą zabrałam się za robienie sesji związanych z akcją Mój Kot Ma Dom. Dziś ukazał się mój pierwszy wpis na blogu gdzie możecie przeczytać historię Masława i Konstantego. A tutaj kilka zdjęć więcej wykonanej przeze mnie sesji. A już w przyszłym tygodniu będzie kolejna moja relacja z domu pełnego zwierzaków ;)

Masław i Konstanty

piątek, 5 września 2014

spraw kilka

Dziękuję Wam za fantastyczny odzew na mój apel o pomoc dla kotki! Wasza chęć pomocy przeszła moje najśmielsze oczekiwania!
W sobotę po południu kotka jedzie już do lecznicy aby się zaaklimatyzować w nowym miejscy i musi być przygotowana do zabiegu w osłonie antybiotykowej . Oczywiście na bieżąco będę informowała o jej stanie zdrowia, bo kotkę czeka potem 6 tygodni rekonwalescencji po operacji.

 Część z Was już wie z fejsbuka, że w ostatnią niedzielę, jak wyszłam pobiegać z przyjaciółką, znalazłyśmy w krzakach 8 tygodniową kotkę!
Zdjęcie z niedzieli, tuż po przyniesieniu kotki do domu
 I tu się rozpoczyna kolejna historia z niekompetencją lekarską!

Kotka wylądowała na tymczasie u owej przyjaciółki (tej co adoptowała Leeloo). Przyjaciółka poszła z kicią na kontrolę do pobliskiego weterynarza, który orzekł, że kotka jest w dobrym stanie. Diagnoza: lekkie odwodnienie. Recepta: syrop na bakterie Nicośtam + mokre jedzenie i picie. Nie sprawdził nawet stanu odwodnienia na skórze! Powiedział tylko, że: potem będziemy pozbywać się pasażerów z jelitek.
Wydało mi się zdeczko dziwne, bo przy bezdomniakach, w dodatku małych kociakach, odrobaczenie to jest pierwsza rzecz, którą się robi. Niestety następnego dnia kotka była bardzo osowiała, nie chciała jeść i pić  więc przyjaciółka pojechała z nią do naszego stałego już dr.Maćka  i gdyby nie jego pomoc kotka by pewnie zakończyła żywot na tym świecie... Tam okazało się, że mała jest tak odwodniona, że nie można jej było założyć kroplówki. No i pierwszą rzeczą było oczywiście jej odrobaczenie. Stan kotki okazał się bardzo poważny i ważyły się jej losy. Ale po dwóch dniach leczenia kotka powoli odzyskuje siły witalne i miejmy nadzieje, że wychodzi już na prostą.
Ale nie mogę pojąć skąd się bierze na potworna niekompetencja wśród lekarzy! Zarówno w przypadku kici ze złamaną łapką, jak i tej małej, dwóch lekarzy w dwóch niezależnych lecznicach wykazało się brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności i kompetencji! Człowiek idzie z chorym zwierzakiem i wierzy, że otrzyma fachową pomoc a dostaje wielkie nic! Piszę to żebyście chodzili tylko do sprawdzonych lekarzy, którym ufacie!
Wracając do małej to koteczka dostała imię Matylda i nie wiadomo jeszcze czy zostanie u przyjaciółki czy znajdziemy jej jakiś kochający domek:)

A teraz drugą sprawa jaką chciałam dzisiaj poruszyć. Postanowiłam wziąć udział w akcji Mój kot ma dom, która promuje adopcje zwierząt. Pomyślałam, że idea jest jak najbardziej słuszna i dołączyłam do grupy fotografów tej akcji :) Nie mogłam się oprzeć możliwości fotografowania kotów ;)
Juz po weekendzie będziecie mogli zapoznać się z pierwszą kocioludzka przyjaźnią, którą uwiecznię :)

Zapraszam Was do poczytania o tym na blogu.

http://mojkotmadom.blogspot.com/

A jest jeszcze jedna ważna sprawa! Koteczka ze złamaną łapką nie ma jeszcze imienia, a tak nie może być! Czekam więc na Wasze propozycje! :)


czwartek, 4 września 2014

potrzebna pilna pomoc

Ten wpis miał być zupełnie o czymś innym, ale tak się złożyło, że Kotka, którą złapałam w sobotę na podwórku jest w potrzebie.


W niedzielę Sandra doniosła mi, że kotka lekko utyka na przednią łapkę. Pojechała więc z nią na prześwietlenie i ortopeda stwierdził, że Kicia ma złamany bark, krzywo się od tego układa nadgarstek i dlatego kotka utyka. Nie jestem specjalistką, tym bardziej lekarzem czy chirurgiem więc pomyślałam, że skoro nic jej nie zalecili, ani operacji, ani nic to chyba wiedzą co robią...
Ale wczoraj pojechałam ją odwiedzić i kotka ewidentnie cierpi, bo drze się na całe gardło jeśli tylko człowiek próbuje się do niej zbliżyć.
Tak to wygląda.















A nie jest to efekt dzikości, bo jak wiozłam kotkę do Sandry to trzymałam ją na kolanach i kotka nie uciekała.
Ponieważ nie za bardzo ufam przypadkowym weterynarzom
wysłałam w te pędy zdjęcie do naszego zaufanego lekarza  i okazało się, że jest to: złamanie zupełne z przemieszczeniem kości ramiennej w 1/3 bliższej.
Zalecana stabilizacja gwoździem  śródszpikowym.
Łapa powinna być złożona w miarę szybko. Jeśli zacznie się zrastać w ten sposób (a zacznie) później trzeba będzie tę łapę złamać i będzie musiała się zrastać na nowo. 6 tyg. minimum w klatce.

 Niestety koszt takiej operacji to około 500zł na co mnie w tej chwili nie stać zupełnie! Nie jest to dla mnie łatwe, ale zwracam się do Was z prośbą o pomoc.
Na facebooku utworzyłam wydarzenie w którym jest wszystko opisane. Wydarzenie jest publiczne i ogólnie dostępne więc każdy (nawet ten kto nie ma konta na FB) może je przesłać dalej, udostępnić, zaprosić znajomych.
Liczy każda złotówka czy 5 zł. Grosz do grosza itd...

Druga, bardzo ważna sprawa. Kotka po operacji będzie musiała przebywać w specjalnej klatce przez kilka tygodni. Dużej żeby zmieściła się tam kuweta i żeby mogła się trochę poruszać. Czy ktokolwiek zna kogoś kto mógłby taką klatkę pożyczyć na czas leczenia kotki? Te ustrojstwa są niestety strasznie drogie...

Będę dozgonnie wdzięczna za każdą pomoc a kotka będzie jeszcze bardziej wdzięczna :)
Piszcie w tej sprawie na adres maskotkaipieska@gmail.com


Myśl jaka się nasuwa jest taka, że Kicia wypadła komuś z balkonu, ale złamanie jest świeże o kotka pojawiła się na osiedlu jakieś 3 tygodnie temu więc uraz musiał powstać już później.

Wydarzyło się jeszcze kilka istotnych rzeczy, w ostatnich dniach, ale nie mam niestety czasu żeby o tym napisać w obecnej chwili. Postaram zamieścić kolejny wpis wieczorem.

niedziela, 31 sierpnia 2014

znalezisko

Los zadecydował, że powoli wracamy do świata blogowego ;)

Wczoraj rano, kiedy byłam z Samem na spacerze, spotkałam panią Krystynę, opiekunkę i karmicielkę naszych osiedlowych kotów. Okazało się, że jakieś trzy tygodnie temu pojawił na podwórku nowy kotek, który daje się głaskać co świadczy o tym, że nie jest dziki. Kotek w ciągu dnia się ukrywa i pojawia się tylko na karmienie. Niewiele myśląc umówiłam się z panią Krystyną, że zadzwoni do mnie kiedy kotek pojawi w czasie wieczornego karmienia a ja będę w gotowości czekać z transporterem.
Po powrocie do domu zadzwoniłam do Sandry, która już wcześniej bardzo mi pomogła dają dom tymczasowy dla Leeloo, która pojawiła się na naszym osiedlu rok temu. Miałam nadzieję, że i tym razem tak będzie.. Okazało się, że Sandra... bardzo się ucieszyła z takiej możliwości! :D Kocham takich kocio zakręconych, bezinteresownych ludzi!

Przed 19 zadzwoniła pani Krystyna więc złapałam transporter i wybiegłam na podwórko. Koteczek jadł pod iglakiem w najlepsze. W zasadzie bez problemu złapałam go i wsadziłam do transportera. Chwilę później przyjechała Sandra i zawiozłyśmy kotka do jej domu. Bidulek na razie nie może znaleźć sobie miejsca i syczy na ludzi chociaż w samochodzie grzecznie siedział mi na kolanach i dawał się głaskać. Widocznie potrzebuje trochę czasu żeby odnaleźć się w nowym miejscu. Nie wiadomo co go spotykało przez ostatnie tygodnie. Kotek jest drobniutki i leciutki, i prawdopodobnie rasowy. Podejrzewam, że to kotka, ale nie chciałam go stresować bez potrzeby, bo pokazywanie brzucha dla zestresowanego kota nie jest niczym fajnym. To już sprawdzi weterynarz podczas badania, okazało się też, że kotek lekko utyka.
Zaraz umieszczę ogłoszenia w internecie bo może ktoś go szuka, chociaż nie znalazłam takiej informacji...

A oto znalezisko.


w samochodzie




sobota, 30 sierpnia 2014

uprzejmie donoszę

Kochani, straszliwie Wam dziękuję za wszystkie ciepłe słowa dla Lucka i dla mnie! Bardzo mi to pomogło. Fantastyczne jest to, że pomimo naszej długiej nieobecności w blogoferze wciąż z nami jesteście!
W czwartek, na kolejnej wizycie u  weterynarza, Lucek nadal miał temperaturę, ale ponieważ wszystko inne wróciło do normy gorączka prawdopodobnie była wynikiem stresu, bo Lucek fatalnie zniósł podróż autobusem... Może należeć również do tych kotów, które mają wyższą temperaturę i w najbliższym czasie to sprawdzę.
Od wczoraj Lucek miewa się wręcz świetnie. Ma apetyt, z kuwety korzysta tak jak wcześniej i gania Gacka czego doświadczyłam dziś nad ranem kiedy obaj po mnie przebiegli ;) Wasza energia z pewnością pomogła! :)

A oto trzy Lucki, Gacek i Sam z miną cierpiętnika, że znów mu robię zdjęcie kiedy sobie tak wygodnie leży ;)




P.S.
Właśnie zmodyfikowałam ostatnio mojego bloga fotograficznego. Widnieje teraz pod nazwą OKO KATE.
Jeśli macie ochotę zobaczyć co fotografowałam w ostatnim czasie to zajrzyjcie TU. Starsze wpisy również zostały lekko zmienione, żeby ujednolicić bloga ze stroną na facebooku, które docelowo mają służyć jako moje portfolio ;)

środa, 27 sierpnia 2014

potrzebujemy dobrej energii

Dawno nas tu nie było, ale myślę, że nasi wierni czytelnicy i przyjaciele chcieliby wiedzieć jeśli coś się u nas dzieje lub zmienia.

Lucek jest chory. Prawdopodobnie w poniedziałek, bo wtedy zauważyłam, że często korzysta z kuwety, dostał zapalenia pęcherza. Dlatego wczoraj, w te pędy, pojechaliśmy do weterynarza i okazało się, że ma 40 stopni gorączki. Dostał dwa zastrzyki, ale dziś na kontroli okazało się gorączka spadła tylko o pół stopnia co niestety nie dobrym znakiem. Dziś rano już było lepiej, bo przy korzystaniu z kuwety oddawał spore ilości moczu, a nie kropelce. Dlatego zasmuciło mnie mocno, że gorączka się utrzymuje, bo miałam nadzieję, że spadnie i resztę zastrzyków będę mu podawała już sama w domu. Niestety, jutro znów jedziemy na wizytę kontrolną. 

Potrzebuję waszej dobrej energii więc jeśli ktoś nas jeszcze czyta niech wyśle do nas ciepłe myśli. Na pewno przydadzą się Luckowi i mnie.


niedziela, 6 kwietnia 2014

kilka słów wyjaśnienia

Kochani, podjęłam decyzję, że na jakiś czas mój blog przechodzi w tryb uśpienia. 


Codzienna praca oraz próby powrotu do fotografii nie zostawiają mi zbyt dużo miejsca na życie blogowe.
Spędziłam z Wami aktywnie dwa lata i był to wspaniały czas. Poznałam ludzi o wielkim sercu, powiększyłam swoją rodzinę i wielu rzeczy nauczyłam się od Was.
Postaram się nie zniknąć całkowicie i będę udzielać się na Waszych blogach raz na jakiś czas.
Mam nadzieję, że kiedy natchnienie pozwoli mi znowu wrócić do pisania znajdą się jeszcze jacyś czytelnicy, którzy z przyjemnością tu zajrzą. Chociaż, z tego co obserwują na innych blogach, które zrobiły sobie dłuższą przerwę w działalności, powroty nie są łatwe.

Tych, którzy zatęsknią za moimi kotami zapraszam na stronę KOTLANDU (klik) gdzie dokumentuję nadal moją kocia przygodę.



sobota, 8 marca 2014

z okazji Dnia KObieT

Nie jestem wielbicielką tego święta. Dla mnie to dzień jak co dzień, ale skoro już istnieje niech będzie pretekstem do zaprezentowania kilkunastu zdjęć, które wygrzebałam ze swoich zasobów. Chcę nimi rozpocząć cykl "Koty i ludzie", który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie ;)

A zatem dziś mało słów, za to dużo zdjęć kotów i kobiet (małych i dużych)! :)




























Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...