Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gacek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gacek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 sierpnia 2014

uprzejmie donoszę

Kochani, straszliwie Wam dziękuję za wszystkie ciepłe słowa dla Lucka i dla mnie! Bardzo mi to pomogło. Fantastyczne jest to, że pomimo naszej długiej nieobecności w blogoferze wciąż z nami jesteście!
W czwartek, na kolejnej wizycie u  weterynarza, Lucek nadal miał temperaturę, ale ponieważ wszystko inne wróciło do normy gorączka prawdopodobnie była wynikiem stresu, bo Lucek fatalnie zniósł podróż autobusem... Może należeć również do tych kotów, które mają wyższą temperaturę i w najbliższym czasie to sprawdzę.
Od wczoraj Lucek miewa się wręcz świetnie. Ma apetyt, z kuwety korzysta tak jak wcześniej i gania Gacka czego doświadczyłam dziś nad ranem kiedy obaj po mnie przebiegli ;) Wasza energia z pewnością pomogła! :)

A oto trzy Lucki, Gacek i Sam z miną cierpiętnika, że znów mu robię zdjęcie kiedy sobie tak wygodnie leży ;)




P.S.
Właśnie zmodyfikowałam ostatnio mojego bloga fotograficznego. Widnieje teraz pod nazwą OKO KATE.
Jeśli macie ochotę zobaczyć co fotografowałam w ostatnim czasie to zajrzyjcie TU. Starsze wpisy również zostały lekko zmienione, żeby ujednolicić bloga ze stroną na facebooku, które docelowo mają służyć jako moje portfolio ;)

niedziela, 6 kwietnia 2014

kilka słów wyjaśnienia

Kochani, podjęłam decyzję, że na jakiś czas mój blog przechodzi w tryb uśpienia. 


Codzienna praca oraz próby powrotu do fotografii nie zostawiają mi zbyt dużo miejsca na życie blogowe.
Spędziłam z Wami aktywnie dwa lata i był to wspaniały czas. Poznałam ludzi o wielkim sercu, powiększyłam swoją rodzinę i wielu rzeczy nauczyłam się od Was.
Postaram się nie zniknąć całkowicie i będę udzielać się na Waszych blogach raz na jakiś czas.
Mam nadzieję, że kiedy natchnienie pozwoli mi znowu wrócić do pisania znajdą się jeszcze jacyś czytelnicy, którzy z przyjemnością tu zajrzą. Chociaż, z tego co obserwują na innych blogach, które zrobiły sobie dłuższą przerwę w działalności, powroty nie są łatwe.

Tych, którzy zatęsknią za moimi kotami zapraszam na stronę KOTLANDU (klik) gdzie dokumentuję nadal moją kocia przygodę.



niedziela, 23 lutego 2014

głupota ludzka nie zna granic

Miałam dzisiaj pisać o czymś zupełnie innym, ale życie lubi pisać swoje scenariusze...
Otóż wczoraj, po późnym śniadaniu, postanowiłam udać się na zakupy. Ledwo zdążyłam zejść na dół a kątem oka zobaczyłam przy rynnie coś białego. Kto zgadnie co? Tak, tak młodziutkiego koteczka, który siedział skulony i pomiaukiwał. Powiedziałam do niego: kiciunia, a on mi odpowiedział miau. Od razu zapaliła mi się czerwona lampka w głowie! Po pierwsze u nas wszystkie osiedlowe są wysterylizowane więc żaden maluch nie powinien tutaj sam się pałętać! A po drugie dziki kotek by uciekał... Natychmiast podeszłam do tej skulonej biedy i niewiele myśląc zadzwoniłam do Alicji (mieszkającej w moim bloku), która przygarnęła Leeloo, też znalezioną na moim podwórku. Zapytałam czy nadal myśli o rodzeństwie dla swojej koteczki;)) Tak jak myślałam Alicja, nie zastanawiając się nawet chwili, kazała mi przynieść kotka na górę. Tak to już jest, że jak uratujesz jednego kota to nie możesz przejść juz obojętnie obok innego potrzebującego pomocy... ;) Po drodze spotkałam jeszcze dwie sąsiadki, które mówiły, że ten kotek prawdopodobnie spadł komuś z balkonu, bo widziany był jak chodził po barierce... Znacie moje poglądy na temat niezabezpieczonych balkonów! Nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy o tym myślę! Jednak, dla przyzwoitości, nakleiłam na drzwiach wejściowych do bloku, że znalazłam kotka. Po dwóch godzinach odezwał się telefon od właścicielki, która, jak się okazało, wyszła z domu i zostawiła otwarty balkon. Na moje zapytanie czy nie uważa, że to trochę nieodpowiedzialne odpowiedziała, że przecież do tej pory kotka (bo to była koteczka) była grzeczna! Po chwili rozmowy okazało się, że kotka spadła z szóstego piętra! To cud, że jej się nic poważnego nie stało. Naprawdę miałam ochotę nie oddawać tej dziewczynie kociaka, ale jej młodszy brat strasznie się zdenerwował tym co się stało z kicią i nawet zwrócił siostrze uwagę, że mówił, że to niebezpieczne. Cóż, okazuje się, że czasem dzieci wykazują więcej rozsądku i empatii niż dorośli. Oczywiście pouczyłyśmy z Alicją właścicielkę kota, że mogło to się skończyć o wiele gorzej, że takie zachowanie jest nieodpowiedzialne i, że należy zabezpieczać balkon. Miejmy nadzieję, że nas posłucha i nie narazi więcej kotki na niebezpieczeństwo. Trzymam też kciuki, żeby się nie okazało, że kicia ma jakieś obrażenia wewnętrzne.
Niestety nie mam mam żadnych zdjęć koteczki, bo w domu siedziała cały czas za kanapą a ja nie chciałam jej stresować dodatkowo robieniem zdjęć na bloga ;)

***************

A teraz z innej beczki. Kilka miesięcy temu postanowiłam zrobić filcową broszkę przedstawiająca kocimordkę. Broszkę zrobiłam, a i owszem, ale nie podobał mi się wyraz kociego pyszczka więc wyrób trafił do szuflady. Ale w zeszłym tygodniu stwierdziłam, że marnuje się szufladzie ten kawałek filcu i oddałam go moim kotom, które kochają wełnę, do zabawy. Oczywiście najbardziej zainteresowany był Gacek! Niestety nie nacieszył się filcokotkiem zbyt długo, bo wystarczyła chwila nieuwagi i zjadł go Sam... ;))
Ale chwile radości udało mi się uwiecznić na filmiku:)



niedziela, 16 lutego 2014

halo, halo, jest tam kto?

Pytanie z tytułu jest w zasadzie skierowane do mnie, bo wiem, że wielu z Was zastanawiało się co się u mnie dzieje i dlaczego zniknęłam z blogowego świata. Pewnie wiecie, że przez ostatnie miesiące szukałam pracy i jest to dla mnie nowe doświadczenie, bo ostatni raz zdarzyło mi się to zdarzyło 16 lat temu ;) Brak jakichkolwiek efektów w tej materii wysysa z człowieka energię. Nawet brakowało mi siły na komentowanie Waszych blogów. Czytałam wszystkie regularnie, ale wykrzesanie sensownego komentarza było ponad moje siły. Zwierzaki w tym czasie zapadły w sen zimowy i nie dawały mi żadnej inspiracji do pisania. Nawet nie robiłam w tym czasie zdjęć, bo ileż można fotografować śpiące koty?

A potem... poszłam do pracy. Tak, tak, od trzech tygodni pracuję i... Mój organizm doznał szoku! ;) Przez pierwszy tydzień wracałam do domu nieżywa. Teraz powoli wracam do normalności. Zresztą czuję w kościach, że wiosna idzie, dni stają się dłuższe a słońce coraz częściej zagląda w okna a to dodaje energii!:)
Ostatnie miesiące sprawiły, że wiele myślałam o swoim życiu i o tym co chciałabym robić i stwierdziłam, że byłabym najszczęśliwsza pod słońce gdyby udało mi się zarabiać fotografując koty. Oczywiście pewnie nie jest to zbyt realne, ale hobbystyczne fotografowanie kotów daje mi ogromną przyjemność. Postanowiłam więc moje kocie portrety zamieścić na stronie KOTland na facebooku, którą stworzyłam już wcześniej do prezentacji mojego rękodzieła. Zamieściłam tam, do tej pory 110 kocich portretów, zarówno Lucka i Gacka jak i zaprzyjaźnionych kotów. Zapraszam więc wszystkich chętnych do oglądania i polubienia strony  TUTAJ :))


No, ale dosyć o mnie! To w końcu blog o zwierzakach więc zaprezentuję kilka świeżych, premierowych zdjęć, zrobionych wczoraj.





Sam o dziwo tez się dał uprosić i zapozował do dwóch zdjęć ;)



Wszystkie moje futra mają się dobrze i są zdrowe. Mam nadzieję, że teraz przełamałam już ten marazm blogowy i będę tu częściej zaglądać i pisać :)) Mam również nadzieję, że nadal będziecie chcieli śledzić losy mojej świętej trójcy! ;)

niedziela, 22 grudnia 2013

tak troszkę świątecznie

Ostatnimi czasy stronię nieco od komputera, bo kojarzy mi się tylko z szukaniem pracy więc zaglądać na blogi już nie mam za bardzo komputerowej energii;))
Poza tym zajęłam się ostatnio tworzeniem prezentów, bo z braku funduszy musiałam zadowolić się swoją kreatywnością i sprawnymi paluszkami.
Koty oczywiście pomagały w pakowaniu no i przy tworzeniu. Każdy kociarz wie, że bez futrzastych pomocników nic by nam nie wyszło ;))

 Choinki makaronowe przypadły do gustu Luckowi

Gacek zagustował w bombkach kusudama.

Tradycyjnie zrobiłam kocie pierniczki.

A nowością są aniołki z masy solnej ;)

Nie oszukujmy się, koty zachwyciły się głownie szeleszczącym celofanem i wstążeczkami ;)




Ostatnio udało mi się zrobić kilka świątecznych zdjęć, głownie Gackowi, bo Lucek zbojkotował świecące lampki ;)


Mam nadzieję, że uda mi się przed świętami zawitać na Wasze blogi, ale tak na wszelki wypadek życzę wszystkim czytaczom i zaglądaczom spokoju ducha w te święta:))))


sobota, 7 grudnia 2013

trochę ruchu nie zaszkodzi

Każdy prawdziwy kociarz wie, że co dwa koty to nie jeden! Niektórzy powiadają również, że co trzy koty to nie dwa, ale o tym jeszcze się nie zdążyłam przekonać. Wszystko przede mną ;))

Zaletą posiadania kociego brata lub siostry jest to, że w jesienno zimowe dni jest się do kogo przytulić! Sami zobaczcie!


Ale koty, tak jak ludzie nie żyją tylko miłością dlatego w ich wspólnym życiu zdarzają się i bijatyki!


Kocie bijatyki i zapasy mają jedną ogromną zaletę! Zapewniają kotom odpowiednią dawkę ruchu i leniwy właściciel, taki jak ja, może sobie czasem odpuścić zabawę z kotami ;)



Oczywiście kocie gonitwy bywają mniej przyjemne kiedy w nocy dwa rozpędzone futra przebiegają nam po brzuchu albo po głowie... Ale cóż... nie można mieć wszystkiego ;))

Wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić, że jestem chwalipiętą. Dlatego muszę się Wam pochwalić swoją nową wycieraczka, którą dostałam od mojej siostry na imieniny. Śliczna prawda? :)


Niestety nie było w sprzedaży takich z Gackiem i Luckiem ;)

A skoro jesteśmy w temacie chwalenia to zapraszam jeszcze na mojego bloga foto.
TUTAJ (klik) możecie zobaczyć kilka nowych portretów Gacka i Lucka, a TUTAJ (klik) można "podziwiać" zdjęcia pewnego jeża, kota i psa ;)

A tu przedsmak :)


poniedziałek, 11 listopada 2013

jak Szuwarek został Gackiem


Dziś będę wspominać. Ale nie odległe czasy tylko wydarzenia sprzed roku. 
Dla mnie Dzień Niepodległości, chociaż to ważne święto narodowe, zawsze będzie miał zupełnie  inny wymiar. Bo to właśnie rok temu, późnym popołudniem, przyjechał do mnie od Anki Wrocławianki Szuwarek zwany dziś Gackiem! Dla tych, którzy nie śledzili jeszcze wtedy mojego bloga polecam zajrzeć tutaj, bo początki Gacusia na tym świecie nie były łatwe.  Warto o tym przeczytać.


Nasze relacje budowały się bardzo powoli i nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, zarówno z mojej strony jak i ze strony Gacusia. W przeciwieństwie do Lucka, który od początku pobytu u mnie traktował mnie jak mamę, Gacuś zachowywał dystans. Owszem kładł mi się na kolana i przychodził do mnie na pieszczoty, ale całkowicie ignorował moje wołania. Nie reagował w ogóle na mój głos jakbym mówiła do ściany.  Zdecydowanie szybciej nawiązał więź z Luckiem niż ze mną, co zresztą wcale mnie nie martwiło, bo ważne było dla mnie żeby szybko poczuł się u nas jak w domu i nie nie było istotne czy za moja sprawą czy moich zwierzaków. Moje obawy o kocie relacje były całkowicie zbędne, bo koty zaprzyjaźniły się prawie od pierwszego spotkania.



Początkowo Gacek był straszliwym rozrabiaką i moja cierpliwość wielokrotnie była wystawiana na próbę, ale całe szczęście kocie dzieciństwo nie trwa wiecznie... ;))



W miarę upływu czasu zaczynałam kochać tego szkraba coraz bardziej. I teraz, z perspektywy czasu, muszę przyznać, że nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że ten mały zwierzak wniesie w moje życie tyle radości! Bo Gacuś jest wyjątkowym kotkiem i codziennie dziękuję opatrzności, że to właśnie ON do mnie trafił. To wielkouche nadrzeczne znalezisko zwane Szuwarkiem:)))






*************************

P.S. Przypominam, że pojutrze upływa termin nadsyłania dżinsowych scrapków!!! :))


niedziela, 3 listopada 2013

strach ma wielkie oczy



Koty, tak jak ludzie i wszystkie inne zwierzaki dzielą się na te strachliwe i te mniej podatne na stres.

Np. Lilu jest niesamowicie wyluzowanym kotkiem. Nie boi się obcych, każdemu daje się brać na ręce, odkurzacz nie jest dla niej wrogiem i chyba tylko bomba atomowa sprawiłaby że kotka chciałby się gdzieś schować ze strachu. Są też takie koty, które kiedy tylko goście nas odwiedzający pojawiają się w drzwiach znikają natychmiast i materializują się dopiero kiedy goście przekroczą ponownie próg naszego domu i zamkną drzwi z drugiej strony.
Lucek i Gacek, ze swoim strachem plasują się gdzieś po środku. Myślę, że duży wpływ na ich zachowanie ma Sam, który jest psem dosyć hałaśliwym i to powoduje nerwowość u kotów, zresztą u mnie też… ;) 



Jednak w pewnym momencie ich strach stawał się coraz większy. Chłopaki potrafili zaszyć się za kanapą nawet na pół dnia, bo kiedy już zasnęli to wychodzili z ukrycia dopiero wtedy kiedy zaspokoili swoją potrzebę pięciogodzinnej drzemki. Przez to i ja stawała się coraz bardziej nerwowa, bo kiedy nie widzę moich kotów to się niepokoję. Stwierdziłam, że tak nie może być i coś trzeba z tym zrobić! W końcu kiedyś aż tak bardzo się nie chowały, wszystko ma swoje granice!

Przypomniałam sobie wtedy co radzi  Jackson Galaxy, ekscentryczny koci behawiorysta , który zajmuje się kocimi problemami w programie „Kot z piekła rodem”. Otóż, zawsze kiedy spotyka się z wyjątkowo nerwowym kotem, który lubi się zaszyć w jakimś ustronnym miejscu, każe jego właścicielom w jakiś sposób zablokować wejście pod łóżko, ulubioną komodę albo półkę. Dlaczego? Aby nie wzmacniać strachu! Paradoksalnie, w sytuacji kiedy zwierzę musi sobie radzić ze swoim strachem w inny sposób niż poprzez schowanie się staje się w rezultacie mniej nerwowe. Wiem, że dla wielu wyda się to dziwne, ale taka jest prawda. Wiadomo, że w domu nie ma żadnych realnych zagrożeń typu dzikie zwierzę, które mogło pożreć kota, są tylko lęki przed hałasem czy obcymi ludźmi.

I tak właśnie postanowiłam zrobić z moimi sierściuchami. Zablokowałam wejście za kanapę gdzie przesiadywały godzinami. Miałam przez chwilę wyrzuty sumienia, bo widziałam jak pierwszego dnia próbowałaby się tam dostać… Ale w końcu nie zrobiłam im nic złego. Mogły przecież w dalszym ciągu uciec pod łóżko, pod ławę i do niezliczonych budek itp. I wiecie co? Po kilku dniach moje koty stały się mniej nerwowe. Po odkurzaniu wychodzą z ukrycia po 5 minutach. Kiedy mnie ktoś odwiedza wychodzą najwyżej po 10 i wchodzą na stół przy którym siedzę z gośćmi. Kiedy pies zaszczeka na jakiegoś znienawidzonego kolegę za oknem koty uciekają, ale po chwili zaraz wychodzą.  To działa!!

Mam nadzieję, że komuś przyda się ten wpis i pomoże poradzić sobie ze strachem jakiemuś nerwowemu kotu :))
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...