piątek, 5 września 2014

spraw kilka

Dziękuję Wam za fantastyczny odzew na mój apel o pomoc dla kotki! Wasza chęć pomocy przeszła moje najśmielsze oczekiwania!
W sobotę po południu kotka jedzie już do lecznicy aby się zaaklimatyzować w nowym miejscy i musi być przygotowana do zabiegu w osłonie antybiotykowej . Oczywiście na bieżąco będę informowała o jej stanie zdrowia, bo kotkę czeka potem 6 tygodni rekonwalescencji po operacji.

 Część z Was już wie z fejsbuka, że w ostatnią niedzielę, jak wyszłam pobiegać z przyjaciółką, znalazłyśmy w krzakach 8 tygodniową kotkę!
Zdjęcie z niedzieli, tuż po przyniesieniu kotki do domu
 I tu się rozpoczyna kolejna historia z niekompetencją lekarską!

Kotka wylądowała na tymczasie u owej przyjaciółki (tej co adoptowała Leeloo). Przyjaciółka poszła z kicią na kontrolę do pobliskiego weterynarza, który orzekł, że kotka jest w dobrym stanie. Diagnoza: lekkie odwodnienie. Recepta: syrop na bakterie Nicośtam + mokre jedzenie i picie. Nie sprawdził nawet stanu odwodnienia na skórze! Powiedział tylko, że: potem będziemy pozbywać się pasażerów z jelitek.
Wydało mi się zdeczko dziwne, bo przy bezdomniakach, w dodatku małych kociakach, odrobaczenie to jest pierwsza rzecz, którą się robi. Niestety następnego dnia kotka była bardzo osowiała, nie chciała jeść i pić  więc przyjaciółka pojechała z nią do naszego stałego już dr.Maćka  i gdyby nie jego pomoc kotka by pewnie zakończyła żywot na tym świecie... Tam okazało się, że mała jest tak odwodniona, że nie można jej było założyć kroplówki. No i pierwszą rzeczą było oczywiście jej odrobaczenie. Stan kotki okazał się bardzo poważny i ważyły się jej losy. Ale po dwóch dniach leczenia kotka powoli odzyskuje siły witalne i miejmy nadzieje, że wychodzi już na prostą.
Ale nie mogę pojąć skąd się bierze na potworna niekompetencja wśród lekarzy! Zarówno w przypadku kici ze złamaną łapką, jak i tej małej, dwóch lekarzy w dwóch niezależnych lecznicach wykazało się brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności i kompetencji! Człowiek idzie z chorym zwierzakiem i wierzy, że otrzyma fachową pomoc a dostaje wielkie nic! Piszę to żebyście chodzili tylko do sprawdzonych lekarzy, którym ufacie!
Wracając do małej to koteczka dostała imię Matylda i nie wiadomo jeszcze czy zostanie u przyjaciółki czy znajdziemy jej jakiś kochający domek:)

A teraz drugą sprawa jaką chciałam dzisiaj poruszyć. Postanowiłam wziąć udział w akcji Mój kot ma dom, która promuje adopcje zwierząt. Pomyślałam, że idea jest jak najbardziej słuszna i dołączyłam do grupy fotografów tej akcji :) Nie mogłam się oprzeć możliwości fotografowania kotów ;)
Juz po weekendzie będziecie mogli zapoznać się z pierwszą kocioludzka przyjaźnią, którą uwiecznię :)

Zapraszam Was do poczytania o tym na blogu.

http://mojkotmadom.blogspot.com/

A jest jeszcze jedna ważna sprawa! Koteczka ze złamaną łapką nie ma jeszcze imienia, a tak nie może być! Czekam więc na Wasze propozycje! :)


19 komentarzy:

  1. Sumiko!
    Wiem, że tak już ma na imię jedna koteczka w blogowsku (ode mnie z resztą, w Konangensach drapieżnych), ale jak zobaczyłam tę od razu pomyślałam, że to Sumiko. :)

    Co do lekarzy to święta prawda, dlatego ufam mojej wet, a do innych chodzę najwyżej na szczepienie...
    Ale miałaś "szczęście" z tymi znaleziskami!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mila, Milusia! od razu mi takie imię przychodzi do głowy.
    Na temat lekarzy nawet mi się już nie chce gadać, szkoda słów. Ale jak mój Oluś miał robione usg (przy wgłobieniu jelita) to byli praktykanci. Lekarz pokazywał im bo to jest szczególny przypadek, trudny do zdiagnozowania....niestety tylko ja byłam zainteresowana tym co on mówił....stąd tacy lekarze potem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym koteczke ochrzcila tak bardziej w zwiazku z okolicznosciami i na czesc zlamanej lapecki dala jej na imie Breaki.
    Z lekarzami zwierzecymi jest dokladnie tak, jak z ludzkimi, jedni sie angazuja, innym sie nie chce, "przeciez to tylko zwierze"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba Twoja propozycja :)

      Usuń
  4. proponuję imię MUSTA. od mustache-po angielsku wąsy i musta-po fińsku czarny.
    Zdrobniale może być MUSTKA, MUSTECZKA, MUSIA 😸

    OdpowiedzUsuń
  5. Carewna :) Jest taka krolewska

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nazwałabym ją Salma...Zawsze chciałam tam nazwać czarną koteczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najlepiej to wiedzieć podstawy o chorobach i zdrowiu kota.
    Moje koty mają najlepszą na świecie wetkę,
    ale ja sama wiem bardzo dużo i zdarzało się ,że po prostu po paru słowach rozmowy wet mnie nie lekceważył.

    A ja po ludzku nazywam koty.
    Dla niej Eliza :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przecie wyraźnie widać, że Cześka ::))

    OdpowiedzUsuń
  9. mam zawsze problem z wyborem imienia,wiec nie pomoge:P
    fajnie ze ratujesz tez wszystkie kotki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Wąsik :-))) piekne ma wąsiki :-)

    Kciuki trzymam !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Co przezyłam z weterynarzami, opisać się nie da. Po latach moge powiedzieć, że mam 3 niezłych wetów. Pierwszy jest taki " od drobiazgów, po drodze". Czyli jak potrzebuje prochy na odrobaczenie, albo fiprex, albo jakies leki - tak bez kota, od ręki. Drugi jest od przypadków prostych, acz wymagających rzucenia w miarę fachowym okiem na kota. Najczęście jadę do niego, kiedy wiem, co kotu dolega, ale trzeba określić stan i stopień zaawansowania choroby. W tym przypadku zazwyczaj sama proponuje też linię leczenia. Współpraca układa się wzorcowo, czasami doktorek wyczai jakiś nowy, dobry lek, przedyskutujemy kwestię i albo podamy, albo nie. Z nim np postawilismy na łapy mojego Ryśka z niewydolnością trzustki. Trzustka, o dziwo, ruszyła i kot jest w tej chwili dwa razy grubszy niż był przez całe swoje 9 letnie życie, kiedy to trzy razy dziennie dostawał dopyszcznie enzymy. Trzeci wet jest od spraw nadzwyczajnych i tylko do niego mam pełne zaufanie. I do Marcina Czernielewsdkiego jeżdżę specjalnie 80 km. Do Gdańska. Nie zawiódł mnie nigdy i niejedną zabiedzoną znajdę wyrwaliśmy razem kostusze. A co do Meritum - pomysłu na imię, dla tej ślicznotki nie mam. Cieszę się tylko, ze udało się zebrać kasę. Miały szczęście, obie to fuksiary:-)))
    Ściskam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  12. Dopiero się odzywam bo jakaś oderwana jestem od rzeczywistości. To co przeczytałam o wetach to jakaś masakra. Na szczęście masz weta, któremu możesz zaufać.
    Mogę się dorzucić do koty? Konto na efkaikoty@wp.pl proszę albo wiadomość na fb.
    Trzymam mocno kciuki za obie kotki!

    OdpowiedzUsuń
  13. czyli kicia już w lecznicy? trzymam kciuki za pomyślność leczenia i rekonwalescencji! i za malucha, niech szybko zdrowieje!! a konowałów wszędzie pełno, czy to ludzkich, czy zwierzęcych, niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  14. My mamy NASZĄ WETKĘ i ufam jej bezgranicznie...
    Wie co robi i kocha to robić... Kocha zwierzęta (pominę fakt, że ma w domu 8 kotów a wszystko przypadki "beznadziejne") zna każdego swojego "pacjenta z imienia...
    Mnie ze strychowcami policzyła tylko za leki - hurtowo, swojej pracy, odwiedzin u mnie w domu w ogóle nie policzyła...
    Niestety... są też inni...
    Kasa, kasa, kasa... i więcej nic nie ma znaczenia

    OdpowiedzUsuń
  15. Strasznie niekompetentni są niektórzy weci :(( W głowie się nie mieści normalnie ...
    Jak kotka się teraz ma ?

    OdpowiedzUsuń
  16. I really appreciate your professional approach. These are pieces of very useful information that will be of great use for me in future.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...