Odkąd pamiętam w moim domu były kwiatki. Miłość do hodowania
roślin w doniczkach zaszczepiła we mnie babcia i mama. Jednocześnie prawie
przez całe moje życie w domu przewijały się różnego rodzaju zwierzaki. Czasem
koty delikatnie ogryzały kwiatki, ale nigdy nie były to jakieś znaczne szkody.
Kiedy pojawił się w moim domu Lucek na ogół z roślinami
obchodził się dość ostrożnie. Kilka razy, oczywiście, zdarzyło mu się zrzucić jakąś
doniczkę, ale wiem, że nie było to jego celowe działanie tylko czasem doniczka
stała na jego drodze i nie chciała ustąpić miejsca kotu;) Ale na co dzień Lucek
żył z kwiatkami w zgodzie, uważnie lawirując między roślinami. Początkowo rozkopywał
ziemię z doniczek, ale całe szczęści szybko z tego wyrósł.
Jedyny kwiatek, który ucierpiał przez Lucyfera to moja kalatea
(na poniższym zdjęciu). Kiedy Lucek był mały, miał jakieś 3-4 miesiące,
postanowił skoczyć z regału na komodę, na której stał ów kwiatek. Doniczka
znajdowała się w kąciku, a reszta komody była do dyspozycji kota. Widziałam jak
młody waha się przed skokiem… w końcu zdecydował się i… wylądował w samym
środku kwiatka…
Kalatea przeżyła, ale jej stan pozostawiał wiele do
życzenia… po skoku ocalała połowa roślinki. Ale dzielnie walczyła i powoli
odzyskiwała dawną kondycję.
Aż nie pojawił się w naszym domu Gacek – ogrodnik
amator;)
Początkowo, tak jak Lucek, Gacenty grzebał tylko w ziemi z
doniczek. Było to nieco uciążliwe, bo po kilka razy dziennie musiałam zamiatać.
Niestety zdarzało się, że Gacek kopał w doniczkach tak zapamiętale, że nie
tylko ziemia kończyła na podłodze, ale również kwiatek z doniczką… Tego dnia na ziemi wylądowały w sumie trzy
kwiatki. Ofiarami padły dwie doniczki i kalatea, która cudem przetrwała skok
Lucka. Ataku Gacka niestety nie przeżyła…
Wówczas postanowiłam, że dosyć tego i tymczasowo
pozaklejałam doniczki taśmą. Podziałało i Gacek przestał interesować się ziemią z kwiatków!
:) Jednak okazało się, że moja radość była
przedwczesna. Maluch postanowił rozwijać swoje pasje ogrodnicze i rozpoczął
„pielęgnację” mojego drzewka szczęścia! Najpierw wziął na cel jego listki,
które dla Gacentego okazały się świetnymi zabawkami. Następnie wziął na
warsztat całe gałązki…
 |
| Tak wyglądało drzewko 3 tygodnie temu...
...a tak wygląda dziś... |
I tak z mojej roślinki każdego dnia zostaje coraz mniej… Nie
pomaga upominanie i psikanie wodą, bo sprytny kociak najczęściej rozprawia się
z drzewkiem głownie w nocy i kiedy budzę się rano zastaję takie widoki…
*******
P.S. Z ostatniej chwili!
Postanowiłam przestawić nieszczęsne drzewko do sypialni na półkę. Nic to, że tam kiepskie światło... Lepsze to dla roślinki niż kocie łapki i ząbki. Zastawiłam nawet doniczką z kaktusami.
Po kwadransie słyszę brzęk. Wpadam do sypialni a tam kaktusy na łóżku i za łóżkiem...