Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot a kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot a kwiaty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2013

drzewko (nie)szczęścia

Odkąd pamiętam w moim domu były kwiatki. Miłość do hodowania roślin w doniczkach zaszczepiła we mnie babcia i mama. Jednocześnie prawie przez całe moje życie w domu przewijały się różnego rodzaju zwierzaki. Czasem koty delikatnie ogryzały kwiatki, ale nigdy nie były to jakieś znaczne szkody.

Kiedy pojawił się w moim domu Lucek na ogół z roślinami obchodził się dość ostrożnie. Kilka razy, oczywiście, zdarzyło mu się zrzucić jakąś doniczkę, ale wiem, że nie było to jego celowe działanie tylko czasem doniczka stała na jego drodze i nie chciała ustąpić miejsca kotu;) Ale na co dzień Lucek żył z kwiatkami w zgodzie, uważnie lawirując między roślinami. Początkowo rozkopywał ziemię z doniczek, ale całe szczęści szybko z tego wyrósł.
Jedyny kwiatek, który ucierpiał przez Lucyfera to moja kalatea (na poniższym zdjęciu). Kiedy Lucek był mały, miał jakieś 3-4 miesiące, postanowił skoczyć z regału na komodę, na której stał ów kwiatek. Doniczka znajdowała się w kąciku, a reszta komody była do dyspozycji kota. Widziałam jak młody waha się przed skokiem… w końcu zdecydował się i… wylądował w samym środku kwiatka… 

Kalatea przeżyła, ale jej stan pozostawiał wiele do życzenia… po skoku ocalała połowa roślinki. Ale dzielnie walczyła i powoli odzyskiwała dawną kondycję. 
Aż nie pojawił się w naszym domu Gacek – ogrodnik amator;)
Początkowo, tak jak Lucek, Gacenty grzebał tylko w ziemi z doniczek. Było to nieco uciążliwe, bo po kilka razy dziennie musiałam zamiatać. Niestety zdarzało się, że Gacek kopał w doniczkach tak zapamiętale, że nie tylko ziemia kończyła na podłodze, ale również kwiatek z doniczką…  Tego dnia na ziemi wylądowały w sumie trzy kwiatki. Ofiarami padły dwie doniczki i kalatea, która cudem przetrwała skok Lucka. Ataku Gacka niestety nie przeżyła…

Wówczas postanowiłam, że dosyć tego i tymczasowo pozaklejałam doniczki taśmą. Podziałało i Gacek przestał interesować się ziemią z kwiatków! :)  Jednak okazało się, że moja radość była przedwczesna. Maluch postanowił rozwijać swoje pasje ogrodnicze i rozpoczął „pielęgnację” mojego drzewka szczęścia! Najpierw wziął na cel jego listki, które dla Gacentego okazały się świetnymi zabawkami. Następnie wziął na warsztat całe gałązki…

Tak wyglądało drzewko 3 tygodnie temu...                                                                           ...a tak wygląda dziś...
I tak z mojej roślinki każdego dnia zostaje coraz mniej… Nie pomaga upominanie i psikanie wodą, bo sprytny kociak najczęściej rozprawia się z drzewkiem głownie w nocy i kiedy budzę się rano zastaję takie widoki…
*******
P.S. Z ostatniej chwili!
Postanowiłam przestawić nieszczęsne drzewko do sypialni na półkę. Nic to, że tam kiepskie światło... Lepsze to dla roślinki niż kocie łapki i ząbki. Zastawiłam nawet doniczką z kaktusami.
Po kwadransie słyszę brzęk. Wpadam do sypialni a tam kaktusy na łóżku i za łóżkiem...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...