A zatem dziś mało słów, za to dużo zdjęć kotów i kobiet (małych i dużych)! :)
sobota, 8 marca 2014
z okazji Dnia KObieT
Nie jestem wielbicielką tego święta. Dla mnie to dzień jak co dzień, ale skoro już istnieje niech będzie pretekstem do zaprezentowania kilkunastu zdjęć, które wygrzebałam ze swoich zasobów. Chcę nimi rozpocząć cykl "Koty i ludzie", który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie ;)
niedziela, 23 lutego 2014
głupota ludzka nie zna granic
Miałam dzisiaj pisać o czymś zupełnie innym, ale życie lubi pisać swoje scenariusze...
Otóż wczoraj, po późnym śniadaniu, postanowiłam udać się na zakupy. Ledwo zdążyłam zejść na dół a kątem oka zobaczyłam przy rynnie coś białego. Kto zgadnie co? Tak, tak młodziutkiego koteczka, który siedział skulony i pomiaukiwał. Powiedziałam do niego: kiciunia, a on mi odpowiedział miau. Od razu zapaliła mi się czerwona lampka w głowie! Po pierwsze u nas wszystkie osiedlowe są wysterylizowane więc żaden maluch nie powinien tutaj sam się pałętać! A po drugie dziki kotek by uciekał... Natychmiast podeszłam do tej skulonej biedy i niewiele myśląc zadzwoniłam do Alicji (mieszkającej w moim bloku), która przygarnęła Leeloo, też znalezioną na moim podwórku. Zapytałam czy nadal myśli o rodzeństwie dla swojej koteczki;)) Tak jak myślałam Alicja, nie zastanawiając się nawet chwili, kazała mi przynieść kotka na górę. Tak to już jest, że jak uratujesz jednego kota to nie możesz przejść juz obojętnie obok innego potrzebującego pomocy... ;) Po drodze spotkałam jeszcze dwie sąsiadki, które mówiły, że ten kotek prawdopodobnie spadł komuś z balkonu, bo widziany był jak chodził po barierce... Znacie moje poglądy na temat niezabezpieczonych balkonów! Nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy o tym myślę! Jednak, dla przyzwoitości, nakleiłam na drzwiach wejściowych do bloku, że znalazłam kotka. Po dwóch godzinach odezwał się telefon od właścicielki, która, jak się okazało, wyszła z domu i zostawiła otwarty balkon. Na moje zapytanie czy nie uważa, że to trochę nieodpowiedzialne odpowiedziała, że przecież do tej pory kotka (bo to była koteczka) była grzeczna! Po chwili rozmowy okazało się, że kotka spadła z szóstego piętra! To cud, że jej się nic poważnego nie stało. Naprawdę miałam ochotę nie oddawać tej dziewczynie kociaka, ale jej młodszy brat strasznie się zdenerwował tym co się stało z kicią i nawet zwrócił siostrze uwagę, że mówił, że to niebezpieczne. Cóż, okazuje się, że czasem dzieci wykazują więcej rozsądku i empatii niż dorośli. Oczywiście pouczyłyśmy z Alicją właścicielkę kota, że mogło to się skończyć o wiele gorzej, że takie zachowanie jest nieodpowiedzialne i, że należy zabezpieczać balkon. Miejmy nadzieję, że nas posłucha i nie narazi więcej kotki na niebezpieczeństwo. Trzymam też kciuki, żeby się nie okazało, że kicia ma jakieś obrażenia wewnętrzne.
Niestety nie mam mam żadnych zdjęć koteczki, bo w domu siedziała cały czas za kanapą a ja nie chciałam jej stresować dodatkowo robieniem zdjęć na bloga ;)
A teraz z innej beczki. Kilka miesięcy temu postanowiłam zrobić filcową broszkę przedstawiająca kocimordkę. Broszkę zrobiłam, a i owszem, ale nie podobał mi się wyraz kociego pyszczka więc wyrób trafił do szuflady. Ale w zeszłym tygodniu stwierdziłam, że marnuje się szufladzie ten kawałek filcu i oddałam go moim kotom, które kochają wełnę, do zabawy. Oczywiście najbardziej zainteresowany był Gacek! Niestety nie nacieszył się filcokotkiem zbyt długo, bo wystarczyła chwila nieuwagi i zjadł go Sam... ;))
Ale chwile radości udało mi się uwiecznić na filmiku:)
Otóż wczoraj, po późnym śniadaniu, postanowiłam udać się na zakupy. Ledwo zdążyłam zejść na dół a kątem oka zobaczyłam przy rynnie coś białego. Kto zgadnie co? Tak, tak młodziutkiego koteczka, który siedział skulony i pomiaukiwał. Powiedziałam do niego: kiciunia, a on mi odpowiedział miau. Od razu zapaliła mi się czerwona lampka w głowie! Po pierwsze u nas wszystkie osiedlowe są wysterylizowane więc żaden maluch nie powinien tutaj sam się pałętać! A po drugie dziki kotek by uciekał... Natychmiast podeszłam do tej skulonej biedy i niewiele myśląc zadzwoniłam do Alicji (mieszkającej w moim bloku), która przygarnęła Leeloo, też znalezioną na moim podwórku. Zapytałam czy nadal myśli o rodzeństwie dla swojej koteczki;)) Tak jak myślałam Alicja, nie zastanawiając się nawet chwili, kazała mi przynieść kotka na górę. Tak to już jest, że jak uratujesz jednego kota to nie możesz przejść juz obojętnie obok innego potrzebującego pomocy... ;) Po drodze spotkałam jeszcze dwie sąsiadki, które mówiły, że ten kotek prawdopodobnie spadł komuś z balkonu, bo widziany był jak chodził po barierce... Znacie moje poglądy na temat niezabezpieczonych balkonów! Nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy o tym myślę! Jednak, dla przyzwoitości, nakleiłam na drzwiach wejściowych do bloku, że znalazłam kotka. Po dwóch godzinach odezwał się telefon od właścicielki, która, jak się okazało, wyszła z domu i zostawiła otwarty balkon. Na moje zapytanie czy nie uważa, że to trochę nieodpowiedzialne odpowiedziała, że przecież do tej pory kotka (bo to była koteczka) była grzeczna! Po chwili rozmowy okazało się, że kotka spadła z szóstego piętra! To cud, że jej się nic poważnego nie stało. Naprawdę miałam ochotę nie oddawać tej dziewczynie kociaka, ale jej młodszy brat strasznie się zdenerwował tym co się stało z kicią i nawet zwrócił siostrze uwagę, że mówił, że to niebezpieczne. Cóż, okazuje się, że czasem dzieci wykazują więcej rozsądku i empatii niż dorośli. Oczywiście pouczyłyśmy z Alicją właścicielkę kota, że mogło to się skończyć o wiele gorzej, że takie zachowanie jest nieodpowiedzialne i, że należy zabezpieczać balkon. Miejmy nadzieję, że nas posłucha i nie narazi więcej kotki na niebezpieczeństwo. Trzymam też kciuki, żeby się nie okazało, że kicia ma jakieś obrażenia wewnętrzne.
Niestety nie mam mam żadnych zdjęć koteczki, bo w domu siedziała cały czas za kanapą a ja nie chciałam jej stresować dodatkowo robieniem zdjęć na bloga ;)
***************
Ale chwile radości udało mi się uwiecznić na filmiku:)
niedziela, 16 lutego 2014
halo, halo, jest tam kto?
Pytanie z tytułu jest w zasadzie skierowane do mnie, bo wiem, że wielu z Was zastanawiało się co się u mnie dzieje i dlaczego zniknęłam z blogowego świata.
Pewnie wiecie, że przez ostatnie miesiące szukałam pracy i jest to dla mnie nowe doświadczenie, bo ostatni raz zdarzyło mi się to zdarzyło 16 lat temu ;) Brak jakichkolwiek efektów w tej materii wysysa z człowieka energię. Nawet brakowało mi siły na komentowanie Waszych blogów. Czytałam wszystkie regularnie, ale wykrzesanie sensownego komentarza było ponad moje siły. Zwierzaki w tym czasie zapadły w sen zimowy i nie dawały mi żadnej inspiracji do pisania. Nawet nie robiłam w tym czasie zdjęć, bo ileż można fotografować śpiące koty?
A potem... poszłam do pracy. Tak, tak, od trzech tygodni pracuję i... Mój organizm doznał szoku! ;) Przez pierwszy tydzień wracałam do domu nieżywa. Teraz powoli wracam do normalności. Zresztą czuję w kościach, że wiosna idzie, dni stają się dłuższe a słońce coraz częściej zagląda w okna a to dodaje energii!:)
Ostatnie miesiące sprawiły, że wiele myślałam o swoim życiu i o tym co chciałabym robić i stwierdziłam, że byłabym najszczęśliwsza pod słońce gdyby udało mi się zarabiać fotografując koty. Oczywiście pewnie nie jest to zbyt realne, ale hobbystyczne fotografowanie kotów daje mi ogromną przyjemność. Postanowiłam więc moje kocie portrety zamieścić na stronie KOTland na facebooku, którą stworzyłam już wcześniej do prezentacji mojego rękodzieła. Zamieściłam tam, do tej pory 110 kocich portretów, zarówno Lucka i Gacka jak i zaprzyjaźnionych kotów. Zapraszam więc wszystkich chętnych do oglądania i polubienia strony TUTAJ :))
No, ale dosyć o mnie! To w końcu blog o zwierzakach więc zaprezentuję kilka świeżych, premierowych zdjęć, zrobionych wczoraj.
Wszystkie moje futra mają się dobrze i są zdrowe. Mam nadzieję, że teraz przełamałam już ten marazm blogowy i będę tu częściej zaglądać i pisać :)) Mam również nadzieję, że nadal będziecie chcieli śledzić losy mojej świętej trójcy! ;)
A potem... poszłam do pracy. Tak, tak, od trzech tygodni pracuję i... Mój organizm doznał szoku! ;) Przez pierwszy tydzień wracałam do domu nieżywa. Teraz powoli wracam do normalności. Zresztą czuję w kościach, że wiosna idzie, dni stają się dłuższe a słońce coraz częściej zagląda w okna a to dodaje energii!:)
Ostatnie miesiące sprawiły, że wiele myślałam o swoim życiu i o tym co chciałabym robić i stwierdziłam, że byłabym najszczęśliwsza pod słońce gdyby udało mi się zarabiać fotografując koty. Oczywiście pewnie nie jest to zbyt realne, ale hobbystyczne fotografowanie kotów daje mi ogromną przyjemność. Postanowiłam więc moje kocie portrety zamieścić na stronie KOTland na facebooku, którą stworzyłam już wcześniej do prezentacji mojego rękodzieła. Zamieściłam tam, do tej pory 110 kocich portretów, zarówno Lucka i Gacka jak i zaprzyjaźnionych kotów. Zapraszam więc wszystkich chętnych do oglądania i polubienia strony TUTAJ :))
No, ale dosyć o mnie! To w końcu blog o zwierzakach więc zaprezentuję kilka świeżych, premierowych zdjęć, zrobionych wczoraj.
Sam o dziwo tez się dał uprosić i zapozował do dwóch zdjęć ;)
Wszystkie moje futra mają się dobrze i są zdrowe. Mam nadzieję, że teraz przełamałam już ten marazm blogowy i będę tu częściej zaglądać i pisać :)) Mam również nadzieję, że nadal będziecie chcieli śledzić losy mojej świętej trójcy! ;)
niedziela, 22 grudnia 2013
tak troszkę świątecznie
Ostatnimi czasy stronię nieco od komputera, bo kojarzy mi się tylko z szukaniem pracy więc zaglądać na blogi już nie mam za bardzo komputerowej energii;))
Poza tym zajęłam się ostatnio tworzeniem prezentów, bo z braku funduszy musiałam zadowolić się swoją kreatywnością i sprawnymi paluszkami.
Koty oczywiście pomagały w pakowaniu no i przy tworzeniu. Każdy kociarz wie, że bez futrzastych pomocników nic by nam nie wyszło ;))
Ostatnio udało mi się zrobić kilka świątecznych zdjęć, głownie Gackowi, bo Lucek zbojkotował świecące lampki ;)
Mam nadzieję, że uda mi się przed świętami zawitać na Wasze blogi, ale tak na wszelki wypadek życzę wszystkim czytaczom i zaglądaczom spokoju ducha w te święta:))))
Poza tym zajęłam się ostatnio tworzeniem prezentów, bo z braku funduszy musiałam zadowolić się swoją kreatywnością i sprawnymi paluszkami.
Koty oczywiście pomagały w pakowaniu no i przy tworzeniu. Każdy kociarz wie, że bez futrzastych pomocników nic by nam nie wyszło ;))
Choinki makaronowe przypadły do gustu Luckowi
Gacek zagustował w bombkach kusudama.
Tradycyjnie zrobiłam kocie pierniczki.
A nowością są aniołki z masy solnej ;)
Nie oszukujmy się, koty zachwyciły się głownie szeleszczącym celofanem i wstążeczkami ;)
Ostatnio udało mi się zrobić kilka świątecznych zdjęć, głownie Gackowi, bo Lucek zbojkotował świecące lampki ;)
Mam nadzieję, że uda mi się przed świętami zawitać na Wasze blogi, ale tak na wszelki wypadek życzę wszystkim czytaczom i zaglądaczom spokoju ducha w te święta:))))
sobota, 7 grudnia 2013
trochę ruchu nie zaszkodzi
Każdy prawdziwy kociarz wie, że co dwa koty to nie jeden! Niektórzy powiadają również, że co trzy koty to nie dwa, ale o tym jeszcze się nie zdążyłam przekonać. Wszystko przede mną ;))
Zaletą posiadania kociego brata lub siostry jest to, że w jesienno zimowe dni jest się do kogo przytulić! Sami zobaczcie!
Ale koty, tak jak ludzie nie żyją tylko miłością dlatego w ich wspólnym życiu zdarzają się i bijatyki!
Kocie bijatyki i zapasy mają jedną ogromną zaletę! Zapewniają kotom odpowiednią dawkę ruchu i leniwy właściciel, taki jak ja, może sobie czasem odpuścić zabawę z kotami ;)
Oczywiście kocie gonitwy bywają mniej przyjemne kiedy w nocy dwa rozpędzone futra przebiegają nam po brzuchu albo po głowie... Ale cóż... nie można mieć wszystkiego ;))
Wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić, że jestem chwalipiętą. Dlatego muszę się Wam pochwalić swoją nową wycieraczka, którą dostałam od mojej siostry na imieniny. Śliczna prawda? :)
Niestety nie było w sprzedaży takich z Gackiem i Luckiem ;)
A skoro jesteśmy w temacie chwalenia to zapraszam jeszcze na mojego bloga foto.
TUTAJ (klik) możecie zobaczyć kilka nowych portretów Gacka i Lucka, a TUTAJ (klik) można "podziwiać" zdjęcia pewnego jeża, kota i psa ;)
A tu przedsmak :)
Zaletą posiadania kociego brata lub siostry jest to, że w jesienno zimowe dni jest się do kogo przytulić! Sami zobaczcie!
Ale koty, tak jak ludzie nie żyją tylko miłością dlatego w ich wspólnym życiu zdarzają się i bijatyki!
Kocie bijatyki i zapasy mają jedną ogromną zaletę! Zapewniają kotom odpowiednią dawkę ruchu i leniwy właściciel, taki jak ja, może sobie czasem odpuścić zabawę z kotami ;)
Oczywiście kocie gonitwy bywają mniej przyjemne kiedy w nocy dwa rozpędzone futra przebiegają nam po brzuchu albo po głowie... Ale cóż... nie można mieć wszystkiego ;))
Wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić, że jestem chwalipiętą. Dlatego muszę się Wam pochwalić swoją nową wycieraczka, którą dostałam od mojej siostry na imieniny. Śliczna prawda? :)
Niestety nie było w sprzedaży takich z Gackiem i Luckiem ;)
A skoro jesteśmy w temacie chwalenia to zapraszam jeszcze na mojego bloga foto.
TUTAJ (klik) możecie zobaczyć kilka nowych portretów Gacka i Lucka, a TUTAJ (klik) można "podziwiać" zdjęcia pewnego jeża, kota i psa ;)
A tu przedsmak :)
wtorek, 3 grudnia 2013
koci autyzm
Mój dzisiejszy wpis proszę traktować z przymrużeniem oka. Nie opisuje on kocich chorób i absolutnie nie ma na celu piętnowania ani wyśmiewania żadnych chorób, zarówno ludzkich jak i zwierzęcych :)
Teraz będzie opowieść z cyklu "jedna baba drugiej babie". Otóż kiedyś moja przyjaciółka usłyszała od swojej innej przyjaciółki, że jej kotka Szprotka jakoś dziwnie chodzi, jakby była autystyczna. Oczywiście chód Szprotki oraz jej codzienne zachowania nie odbiegają w znacznym stopniu od kociej normy. Ale od tego czasu wszelkie kocie dziwactwa określamy między sobą jako autystyczne;))
W moim domowym stadzie w takich zachowaniach przoduje zdecydowanie Lucek. Jego ulubionym zajęciem jest przebieranie łapkami po balkonowej szybie. Czasem powolutku i delikatnie a czasem zapalczywie i z wielką prędkością. Zobaczcie sami ;)
Powiecie zapewne, że bardzo chce wyjść na balkon. Otóż nic bardziej mylnego bo Lucek próbuje wydrapać w szybie dziurę zarówno przy otwartych jak i zamkniętych drzwiach balkonowych!
Aby tego było mało jego okienno balkonowe zachowania na tym się nie kończą.
Co przeciętny kot robi kiedy się go wypuści na balkon? Ogląda sobie świat z wysoka, wygrzewa się na słońcu, próbuje łapać przelatujące ptaki? Zwyczajny kot tak, ale nie zapominajmy, że Lucek jest autystyczny więc patrzy co się dzieje w tym czasie w domu ;)
Próbuje zaglądać do mieszkania nawet kiedy w środku są zasłonięte rolety ;))
A kiedy okazuje się, że nic nie może zobaczyć wtedy skrobie łapkami po szybie ;))
A jakimi dziwactwami mogą pochwalić się Wasze koty? :))
Teraz będzie opowieść z cyklu "jedna baba drugiej babie". Otóż kiedyś moja przyjaciółka usłyszała od swojej innej przyjaciółki, że jej kotka Szprotka jakoś dziwnie chodzi, jakby była autystyczna. Oczywiście chód Szprotki oraz jej codzienne zachowania nie odbiegają w znacznym stopniu od kociej normy. Ale od tego czasu wszelkie kocie dziwactwa określamy między sobą jako autystyczne;))
W moim domowym stadzie w takich zachowaniach przoduje zdecydowanie Lucek. Jego ulubionym zajęciem jest przebieranie łapkami po balkonowej szybie. Czasem powolutku i delikatnie a czasem zapalczywie i z wielką prędkością. Zobaczcie sami ;)
Powiecie zapewne, że bardzo chce wyjść na balkon. Otóż nic bardziej mylnego bo Lucek próbuje wydrapać w szybie dziurę zarówno przy otwartych jak i zamkniętych drzwiach balkonowych!
Aby tego było mało jego okienno balkonowe zachowania na tym się nie kończą.
Co przeciętny kot robi kiedy się go wypuści na balkon? Ogląda sobie świat z wysoka, wygrzewa się na słońcu, próbuje łapać przelatujące ptaki? Zwyczajny kot tak, ale nie zapominajmy, że Lucek jest autystyczny więc patrzy co się dzieje w tym czasie w domu ;)
Próbuje zaglądać do mieszkania nawet kiedy w środku są zasłonięte rolety ;))
A kiedy okazuje się, że nic nie może zobaczyć wtedy skrobie łapkami po szybie ;))
Prawdziwy z niego Kot Dziwak ;))
A jakimi dziwactwami mogą pochwalić się Wasze koty? :))
czwartek, 28 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























