poniedziałek, 8 października 2012
wtorek, 2 października 2012
pies w mięcie z jabłkami i nalewka z kotem
Kiedyś moją
ulubioną porą roku była wiosna. Wiadomo, wszystko po zimowym letargu budzi się
do życia, kwitnie, zielenieje a świat
się wyostrza. Niezaprzeczalnie wiosna jest piękna, ale z wiekiem stała się dla
mnie taka oczywista…
Lucek
towarzyszył mi w całym procesie robienia nalewki, począwszy od mycia owoców aż
do zalania alkoholem, którego zapach jak widać wcale go nie odstraszył… Kocie życie nie jest łatwe. Codziennie jest tyle obowiązków przy kontroli jakości każdego produktu...

A oto przepis na moją nalewkę z ciemnych winogron:
Winogrona płuczemy, obieramy z szypułek i wsypujemy do słoja, tak by sięgały 2 cm poniżej jego górnej krawędzi. Zalewamy je spirytusem 95% aby owoce były całkowicie przykryte. Słój dokładnie zamykamy i odstawiamy na 6 tygodni. Po tym czasie alkohol zlewamy do butelek, albo innego słoja. Następnie owoce zasypujemy cukrem, 2 - 2,5 szklanki (jeśli ktoś woli słodszą), na każdy litr czystego alkoholu. Następnie naczynie pozostawiamy w ciepłym miejscu, często nim potrząsając i czekamy aż cukier całkowicie się rozpuści. Po tym czasie zlewamy syrop, łączymy z nalewem alkoholowym i pozostawiamy nalewkę do sklarowania. Nalewkę można pic po 1 miesiącu ( jeśli przetrwa tak długo…) a im starsza tym lepsza. Zasypywanie owoców cukrem na samym końcu, już po zlaniu alkoholu, sprawia, że wydobywa on cały pozostały sok i intensywny zapach. Nalewka powstaje mocno alkoholowa, ciemna i gęsta od aromatu, nie za słodka, ale pełna owocowego smaku. Nie można się jej oprzeć i jest idealna na przeziębienie ;))
W moim
osobistym rankingu pór roku absolutnie na prowadzenie wysunęła się jesień. Wiele
osób nie docenia jej piękna i kiedy tylko temperatura spada po niżej 20 stopni
zaczynają narzekać, że zimno, że dni krótsze, że pada deszcz.
Ale w
ostatnich latach natura nas rozpieszcza i deszczowe smutne dni zostały
zastąpione piękną polską złotą jesienią.
Dopiero kilka lat temu dostrzegłam, że wrześniowe i październikowe
słońce ma najpiękniejszy kolor w ciągu całego roku. Swoją barwą podkreśla złocące
się korony drzew, spadające liście i piękno jesiennych kwiatów. Czyż nie cudownie jest chodzić po parku i brodzić nogami w szeleszczących
liściach albo zbierać kasztany i wkładać je do kieszeni kurtek i płaszczy?
Jesienne jabłka i gruszki są nasycone letnim słońcem i smakują wtedy wybornie.
Chłonę ciepłe, jesienne
słońce , bo wiem, że za chwilę będę musiała się z nim rozstać na długie
miesiące. Pragnę zatrzymać czas i staram się cieszyć każdą chwilą.
Właśnie w
ostatnią, wrześniową niedzielę wybrałam się z moją siostra, szwagrem, siostrzeńcem
i Samem na wieś. Celem tego wyjazdu były oczywiście owoce, które pozostały na
drzewach a był to już ostatni dzwonek żeby je zebrać przed jesiennymi przymrozkami. Sam, rzecz jasna,
sprawdzał jakość wszystkiego co zerwaliśmy, czy aby nie zgniłe albo nie za
kwaśne i czy kształtem przypadkiem nie odbiega od normy! Przy okazji wytarzał się w mięcie, pogonił kilka spadających liści i pobiegał wśród żołędzi.
Moim
osobistym celem wyjazdu były winogrona. Małe, prawie czarne domowe winogrona, w
ogóle nie przypominające w smaku i wyglądzie tych sklepowych, przez wielu niedoceniane. Suche, słoneczne lato sprawiło, że w tym roku obrodziły wyjątkowo
obficie a ich słodycz złamana kwaskowatością skórki sprawia, że w smaku są
niepowtarzalne. Ale jeszcze bardziej od jedzenia tych owoców lubię robić z nich
nalewkę i na chwilę tego zbioru czekałam od lutego kiedy to wypiłam ostatnią
kroplę zrobionej w zeszłym roku. Przepisów na nalewkę jest dziesiątki i każdy
musi znaleźć idealny dla siebie. Jedni zalewają owoce wódką inni spirytusem 75%
a jeszcze inni tym 95%. Jedni wolą tradycyjną wytrawną nalewkę gdzie owoce
zalewane są alkoholem bez żadnych dodatków a inni dodają do smaku cukru. Ja ze
swoim przepisem jestem gdzieś po środku tych smaków i w zeszłym roku sprawdził
się idealnie, dlatego nalewka zniknęła w błyskawicznym tempie przy pomocy moich
przyjaciół ;)
Oczywiście jak tylko wróciłam do domu to zaraz zabrałam się do roboty.

A oto przepis na moją nalewkę z ciemnych winogron:
Winogrona płuczemy, obieramy z szypułek i wsypujemy do słoja, tak by sięgały 2 cm poniżej jego górnej krawędzi. Zalewamy je spirytusem 95% aby owoce były całkowicie przykryte. Słój dokładnie zamykamy i odstawiamy na 6 tygodni. Po tym czasie alkohol zlewamy do butelek, albo innego słoja. Następnie owoce zasypujemy cukrem, 2 - 2,5 szklanki (jeśli ktoś woli słodszą), na każdy litr czystego alkoholu. Następnie naczynie pozostawiamy w ciepłym miejscu, często nim potrząsając i czekamy aż cukier całkowicie się rozpuści. Po tym czasie zlewamy syrop, łączymy z nalewem alkoholowym i pozostawiamy nalewkę do sklarowania. Nalewkę można pic po 1 miesiącu ( jeśli przetrwa tak długo…) a im starsza tym lepsza. Zasypywanie owoców cukrem na samym końcu, już po zlaniu alkoholu, sprawia, że wydobywa on cały pozostały sok i intensywny zapach. Nalewka powstaje mocno alkoholowa, ciemna i gęsta od aromatu, nie za słodka, ale pełna owocowego smaku. Nie można się jej oprzeć i jest idealna na przeziębienie ;))
niedziela, 23 września 2012
obudził się tygrys
środa, 19 września 2012
kociePicie
Nie inaczej jest u mnie. Jak Lucek do mnie trafił dostał swoją miseczkę na jedzenie i swoją miseczkę
na picie, w której dostawał wodę albo mleczko. Właściwie na początku nie były
to miseczki, bo wszystkie okazały się za duże do Luckowych rozmiarów, więc za
karmidełko robiła filiżanka do espresso a za poidełko mała popielniczka, która
się ostała w moim domu ;)
W międzyczasie Lucek zapałał ogromną miłością do mojego kubka z wodą, który co wieczór stawiam przy swoim łóżku. Do kocich rytuałów należy wieczorne i poranne wskakiwanie na nocną szafkę i chciwe wypijanie mojej wody. W zasadzie ten proceder aż tak mi nie przeszkadzał, bo futrzak nie wypijał mi tej wody dużo i starczało jej dla nas obojga, a ja nigdy nie brzydziłam się swoich zwierzaków. Ale każdorazowe picie z mojego kubka kończyło się moczeniem w środku kocich łap! A względem tego procederu jestem już mniej tolerancyjna ;) Próbowałam oduczyć Lucka picia z mojego kubka, ale nawet przykrywanie go na noc nie zdało egzaminu, bo cwany kocur co rano zrzucał podkładkę, którą przykryty był kubek, a mnie budził prysznic z otrząsanej z wody łapki. Oczywiście mój kubek nie jest jedynym miejscem z którego Lucek pije bo w końcu w ciągu dnia nie ma w nim wody, a mimo że mój kot bardzo mało pije to jednak zdarza mu się to częściej niż raz na dobę ;)
Kran jak drugim ulubionym źródłem kociego picia. Tuż za
nim plasują się naczynia w zlewie, a na szarym końcu psia miska.
Kocia miska z wodą, po kilku miesiącach zarosła kamieniem
więc postanowiłam ją całkowicie zlikwidować. Ale cały czas zastanawiałam się
jak sprawić, żeby Lucek przestał wkładać swoje łapska do mojego kubka. W końcu
wymyśliłam, że skoro on tak bardzo lubi wszelkie kubeczki i szklaneczki to może
jako, że jest kochanym stworzeniem i zasługuje na to co najlepsze otrzyma swoją
szklankę! I tak się stało. Postawiłam ją z dala od kociego jedzenia, tak żeby
jednak Lucek nie myślał, że to jego szklanka , bo w końcu najfajniej pije się
ze naczynia pańci ;) I pomysł się sprawdził. Lucek, co rano po swoim śniadaniu biegnie
do swojej niebieskiej szklaneczki chwilkę popije a potem pac łapą do środka.
Co prawda nie zlikwidowało to całkowicie
problemu picia z mojego kubka, ale
przynajmniej Lucek przestał do niego wkładać swoje paluchy ;)
| prysznic z kocich łapek ;) |
| Sam pozazdrościł kotu szklaneczki ;)) |
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















