Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sara. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2012

dzień kundelka czyli kocio-psi post sentymentalny



Od dłuższego czasu zbierałam się żeby poświęcić jeden post moim wcześniejszym zwierzakom, które dzieliły ze mną życie przez kilkanaście lat.  Postanowiłam skorzystać z okazji, że dzisiaj jest dzień kundelka i przedstawić Wam kundliczkę Ayę i kotkę Sarę. Dwa zwierzaki, które zagościły w mym sercu na całe życie dlatego nie mogę ich pominąć kocio psim blogu.

W lutym 1991 r. do naszego domu wprowadziła się dwumiesięczna kotka Sara. Ponieważ zawsze marzyłam o persie moja mama postanowiła i zrobić prezent niespodziankę. Niestety nie mam jej zdjęć z tego okresu, bo aparaty cyfrowe wtedy nie istniały, a mój tata, jedyny posiadacz aparatu w rodzinie w tym czasie, nie przepadał (jeszcze!) za zwierzakami więc kotka nie była priorytetowym obiektem do jego zdjęć ;)
 
Sara przez całe swoje życie była filigranowa, ważyła jako dorosły kot jakieś 2,5kg czego absolutnie nie było widać przez gąszcz futra. A ponieważ dawała się dotykać tylko rodzinie każdy kto przychodził mówił „jaki wielki kotek” i hyc od razu do głaskania zwierzaka. A Sara nie była kotem z gatunku przytulnych i kolanowych nad czym ubolewałam. Stroniła od łóżka, kolan i obcych rąk. Pozwalała się głaskać tylko najbliższej rodzinie, resztę od razu drapała, przez co była określana przez znajomych wrednym kotem… A przecież była po prostu indywidualistką!
Jak przystało na prawdziwą indywidualistkę najbardziej na świecie kochała groszek i kukurydzę z puszki ;)

 






















24 listopada 1991 r. do domu królowej Sary trafił mały giermek (a właściwie giermka;)) mała dwumiesięczna Aya – kundel urody przecudnej. Jak można się było spodziewać, Sara małego pędraka nie przywitała z otwartymi łapkami, a właściwie przywitała się jedną łapką zostawiając pazur na psim nosie… Nie będę owijać w bawełnę, zwierzaki nigdy się nie zaprzyjaźniły, bo Sara, jako arystokratka, nigdy by się nie zadawała z małym szczekającym obsrańcem! Zresztą z dużym też nie miała ochoty;) Jedyne zdjęcie, które udało im się wspólnie zrobić to to zamieszczone obok. Owszem zwierzaki się tolerowały i chyba późniejszych latach bardziej udawały obojętność w stosunku do siebie, bo jeśli tylko któraś zapiszczała albo zamiauczała ta druga natychmiast biegła sprawdzić co się dzieje!
Aya rządziła całą rodziną, oczywiście wyłączając kota;) Zresztą tej mordzie nie można było się oprzeć! Na ulicy zaczepiano nas pytając co to za rasa. Jej największym przysmakiem były jajka. Za jajka na twardo dałaby się dosłownie pokroić. Potrafiła przez sen w pokoju usłyszeć jak w kuchni ktoś tłucze skorupkę owiniętego w ściereczkę jajka! Czasem dochodziło do tego, ze jajka obierało się i jadło za zamkniętymi drzwiami, bo pies usłyszy! Teraz się zastanawiam dlaczego nigdy ich nie użyliśmy żeby polubiła jeździć samochodem, który napawał ją strasznym lękiem;)
Była niezmordowana w zabawie! Potrafiła biegać za rzucaną zabawką półtorej godziny, a nam ręce odpadały ze zmęczenia. A w psich gonitwach nie miała sobie rónych. Nawet hart nie potrafił jej dogonić. Ta niespożyta energia kipiała w niej w zasadzie przez całe życie
 

Aycia była z nami przez prawie 12 lat. Po mojej wyprowadzce z domu zaczęła chorować a lekarze w zasadzie nie wiedzieli co jej jest. Odeszła 3 kwietnia 2003 r. 
Równo rok później pojawił się w naszym domu Sam. Historię jego pojawienia się opisywałam tutaj


Jak się można było spodziewać Sara, mimo sędziwego wieku, nie przyjęła Sama w domu przyjaźniej niż Ayę. Na dzień dobry zostawiła mu pazura na nosie i od pierwszych chwili ustaliła hierarchię w domu ;) Sam i Sara dzielili razem dom jeszcze przez półtora roku. Kicia odeszła 27 listopada 2005 r. w wieku 15 lat.

Mam nadzieję, że obydwie z Ayą hasają szczęśliwe za Tęczowym Mostem.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...